Od 19 lipca w całej Unii Europejskiej obowiązuje zakaz niszczenia niesprzedanej odzieży, dodatków odzieżowych i obuwia przez duże firmy. W Polsce wchodzi on w życie bez przepisów, które pozwoliłyby kogokolwiek za jego złamanie ukarać. Opisuje to Rzeczpospolita.

Skąd bierze się zakaz

Podstawą jest unijne rozporządzenie 2024/1781, znane jako ESPR, dotyczące ekoprojektu dla zrównoważonych produktów. Weszło w życie 18 lipca 2024 roku, a zakaz utylizacji niesprzedanych towarów zaczął obowiązywać dokładnie dwa lata później. Od 2030 roku obejmie także mniejsze firmy. Rozporządzenie delegowane 2026/296 przewiduje wyjątki, między innymi dla produktów niebezpiecznych i podróbek.

Kluczowa cecha rozporządzenia: obowiązuje bezpośrednio we wszystkich państwach członkowskich, bez potrzeby przepisywania go do polskiej ustawy. Firmy są nim związane od pierwszego dnia.

W Polsce dotyczy około 30 firm

Skala krajowa jest mniejsza, niż mogłoby się wydawać. Zakaz obejmuje na razie duże przedsiębiorstwa, a według ustaleń Rzeczpospolitej mowa o około trzydziestu dużych firmach tekstylnych działających w Polsce. Poza samym zakazem rozporządzenie nakłada też obowiązek publicznego ujawniania informacji o zutylizowanych produktach i przyczynach ich zniszczenia.

Ten drugi element bywa w praktyce dotkliwszy niż sam zakaz. Firmy odzieżowe niechętnie ujawniają, ile towaru nie sprzedały, bo to informacja o jakości ich prognoz i planowania produkcji.

Zakaz jest, sankcji nie ma

Rozporządzenie zobowiązuje państwa członkowskie do ustanowienia kar za naruszenia. Tego kroku Polska nie wykonała: Ministerstwo Rozwoju i Technologii nie zdążyło przygotować przepisów wykonawczych i sankcji administracyjnych.

Resort zastrzega, że "brak krajowej ustawy komplementarnej w żaden sposób nie zawiesza ani nie znosi tego zakazu". To prawda w sensie formalnym. Problem w tym, że bez określonych sankcji i wskazanego organu kontrolnego trudno mówić o realnym egzekwowaniu, a firma, która zakaz złamie, nie ma się czego obawiać poza ryzykiem reputacyjnym.

Dlaczego w ogóle się to niszczy

Dla czytelnika najbardziej zaskakujące bywa samo zjawisko. Niszczenie nowych, nigdy nienoszonych ubrań wygląda na absurd, ale w modelu biznesowym części branży ma logikę: pozbycie się nadwyżki chroni pozycję cenową marki, a magazynowanie i przecenianie towaru bywa droższe niż jego utylizacja.

To właśnie ten rachunek unijny prawodawca chciał odwrócić, przenosząc koszt na producenta. Bez sankcji rachunek pozostaje jednak w Polsce taki sam jak wcześniej.

Co dalej

Przepisy o karach można uchwalić w każdej chwili i najpewniej to się stanie, bo brak transpozycji obowiązków sankcyjnych naraża Polskę na postępowanie ze strony Komisji Europejskiej. Do tego czasu obowiązuje stan, który w polskiej legislacji nie jest niczym nowym: reguła istnieje, konsekwencji za jej łamanie nie ma.