Nowa opłata działa szybciej, niż zakładali sceptycy. Jak podaje Rzeczpospolita, w pierwszej połowie lipca liczba przesyłek spoza Unii spadła dwucyfrowo w porównaniu z tym samym okresem 2025 roku. Dane pochodzą od operatora logistycznego, który nie podał dokładnego procentu.
Co się zmieniło od 1 lipca
Zniknęło uprzywilejowanie przesyłek o niskiej wartości. Paczki spoza UE warte do 150 euro wymagają teraz pełnej odprawy celnej i objęte są zryczałtowaną opłatą w wysokości 3 euro. Wcześniej ta grupa przesyłek przechodziła przez granicę praktycznie bezkosztowo.
To zmiana wymierzona w model, na którym wyrosły platformy takie jak Temu czy AliExpress: bardzo tanie pojedyncze zamówienia wysyłane wprost z Azji do klienta.
Skala, o której mowa
Liczby pokazują, dlaczego Bruksela w ogóle się tym zajęła. W 2024 roku do Europy trafiało około 12 milionów paczek dziennie o wartości poniżej 150 euro, a rocznie mowa o blisko 5,8 miliarda przesyłek e-commerce spoza Unii, w większości z Chin.
Najbardziej wymowna jest inna dana: zaniżoną wartość deklarowano w około 65 procentach paczek. To nie jest margines nadużyć, tylko reguła działania tego kanału.
Cytowany przez Rzeczpospolitą ekspert firmy Univio zwraca uwagę na skalę efektu: spadek o 20 procent oznaczałby ponad miliard przesyłek mniej w skali roku.
Czy to koniec tanich zakupów
Nie do końca, i warto rozumieć dlaczego. Duże platformy od dawna przenoszą towar hurtowo do magazynów w Unii, skąd wysyłają go do klientów już jako przesyłkę krajową. Opłata graniczna jest wtedy ponoszona raz, przy imporcie palety, a nie przy każdej paczce.
Efekt dla kupującego bywa więc różny w zależności od tego, skąd fizycznie wychodzi zamówienie. Przed zakupem warto sprawdzić, czy sprzedawca deklaruje wysyłkę z magazynu w Europie, bo to dziś realnie rozstrzyga o czasie dostawy i o dodatkowych kosztach.
Kto na tym zyskuje
Polski handel internetowy przez lata skarżył się na asymetrię: krajowy sprzedawca płaci VAT, cło i koszty pracy, a konkurent z Azji wysyłał towar tanio i często z zaniżoną deklaracją. Nowa opłata tej asymetrii nie likwiduje, ale ją zmniejsza.
Dla konsumenta rachunek jest prostszy: część produktów, które kupowało się z Chin za kilkanaście złotych, przestaje mieć sens cenowy, gdy do ceny doliczy się równowartość kilkunastu złotych opłaty. Przy droższych zamówieniach różnica pozostaje niewielka.



