Napięcie na Bliskim Wschodzie znów gwałtownie wzrosło. Jak informuje Rzeczpospolita, wojsko Stanów Zjednoczonych przeprowadziło serię uderzeń na cele w Iranie, odpowiadając na irańskie ataki na statki handlowe.

Odwet za ataki na statki

Bezpośrednim powodem amerykańskiej operacji były irańskie ataki na trzy statki handlowe w cieśninie Ormuz, jednym z najważniejszych szlaków morskich świata, przez który płynie znaczna część transportu ropy naftowej.

Amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM) uznało irańskie działania za jednoznaczne złamanie obowiązujących ustaleń. W komunikacie stwierdzono, że agresja była nieuzasadniona, niebezpieczna i stanowiła wyraźne naruszenie zawieszenia broni.

Eksplozje na wyspie Keszm

Dokładny wykaz zaatakowanych celów nie został oficjalnie sprecyzowany. Irańskie media informowały jednak o co najmniej sześciu eksplozjach na wyspie Keszm, położonej u wejścia do cieśniny Ormuz.

Doniesienia mówiły też o dymie unoszącym się nad miastami Bandar Abbas i Bandar Sirik na południu Iranu. CENTCOM opisał całość jako serię zdecydowanych uderzeń. Na tym etapie brak potwierdzonych informacji o ofiarach.

Kruche zawieszenie broni

Uderzenia są tym poważniejsze, że godzą w rozejm, który z trudem udało się utrzymać przez ostatnie miesiące. Tymczasowe zawieszenie broni obowiązywało od 7 kwietnia 2026 roku.

W połowie czerwca pojawiła się nadzieja na trwalsze porozumienie. Wstępne ustalenia zostały podpisane 17 czerwca przez prezydenta Donalda Trumpa, a strony wyznaczyły sobie sześćdziesięciodniowy okres na wypracowanie ostatecznej umowy. Najnowsza eskalacja stawia te negocjacje pod znakiem zapytania.

Powrót sankcji na ropę

Działaniom militarnym towarzyszy presja gospodarcza. Tego samego dnia Stany Zjednoczone przywróciły sankcje na irańską ropę naftową, zamykając okno, które pozwalało Teheranowi na ograniczoną sprzedaż surowca.

To połączenie uderzeń i sankcji jest czytelnym sygnałem, że Waszyngton jest gotów podnosić koszty irańskich działań w cieśninie Ormuz. Dla światowych rynków każde zaostrzenie w tym rejonie oznacza ryzyko wzrostu cen ropy, a dla samych negocjacji, jeszcze niedawno obiecujących, poważny kryzys zaufania.