Wakacje w epoce sztucznej inteligencji wyglądają inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Jak opisuje Rzeczpospolita, AI w podróży tłumaczy, planuje i doradza, ale najważniejszego nie zastąpi.

Tłumacz w kieszeni

Najbardziej oczywiste zastosowanie to tłumaczenia w czasie rzeczywistym. Popularne translatory obsługują dziś blisko 250 języków i przetwarzają ogromne ilości słów, liczone w bilionach miesięcznie, a z narzędzi tłumaczeniowych korzysta ponad miliard osób.

W praktyce to duże ułatwienie. Można odczytać menu, zapytać o drogę czy porozumieć się w aptece. Problem pojawia się jednak tam, gdzie liczą się kontekst, ironia i lokalne idiomy. Maszynowe tłumaczenie wciąż sobie z nimi nie radzi, a jak obrazowo ujęto, to trochę jak jazda rowerem z dodatkowym silnikiem: pojedziemy dalej i szybciej, ale kierować i tak musimy sami.

Planowanie w kilka sekund

Drugie ważne zastosowanie to planowanie. Chatboty potrafią w kilka chwil ułożyć plan zwiedzania, dobrać atrakcje, godziny otwarcia czy przerwy na posiłek. Dla wielu osób to realne odciążenie w żmudnym etapie przygotowań.

Nic dziwnego, że narzędzia szybko zyskują zwolenników. Jak wynika z przywoływanych danych, aż 96 procent użytkowników, którzy skorzystali z AI przy planowaniu podróży, chce robić to ponownie.

Kiedy AI się myli

Jest jednak druga strona medalu. Modele generatywne potrafią „halucynować", czyli po prostu zmyślać. Zdarza się, że polecają nieistniejące atrakcje, restauracje zamknięte od lat czy nieaktualne rozkłady jazdy. Nadmierne zaufanie do takich podpowiedzi może kosztować czas, pieniądze i sporo frustracji.

Dlatego zaufanie do AI jest ostrożne. Z badania przeprowadzonego przez platformę Klook na grupie 11 tysięcy respondentów wynika, że tylko 7 procent podróżnych wierzy, że sztuczna inteligencja jest dokładna za każdym razem. Reszta zachowuje zdrowy sceptycyzm.

Uwaga na prywatność

Osobną kwestią jest prywatność. Darmowe narzędzia często zarabiają na danych użytkowników, a podróżując, zostawiamy mnóstwo cyfrowych śladów: dane o lokalizacji, planach i aktywności. Warto więc uważać, jakimi informacjami się dzielimy, i nie wysyłać do aplikacji zbędnych danych osobowych.

Czego AI nie zastąpi

Najważniejszy wniosek jest jednak inny. Nawet najlepszy chatbot nie zastąpi ciekawości, spontaniczności ani rozmowy z drugim człowiekiem. To właśnie te elementy, przypadkowe odkrycia i spotkania, często decydują o tym, że podróż zostaje w pamięci na lata.

Sztuczna inteligencja najlepiej sprawdza się więc jako kompas, a nie autopilot. Może pomóc w logistyce i tłumaczeniach, ale decyzje, wrażliwość i otwartość na świat wciąż pozostają po stronie człowieka. I dobrze, bo to one nadają podróżowaniu sens.