Amerykańskie lotnictwo i marynarka wojenna przeprowadziły siódmą z rzędu dobę zmasowanych uderzeń na obiekty wojskowe w Iranie. Jak podaje Rzeczpospolita, operacje prowadzone są na rozkaz prezydenta Donalda Trumpa, a Centralne Dowództwo USA opisuje je jako systematyczne niszczenie potencjału militarnego Teheranu. O siódmej z rzędu nocy wzajemnych ataków informuje również Al Jazeera.

Tło: dwóch zabitych żołnierzy

Obecna faza kampanii zbiegła się z pierwszymi potwierdzonymi amerykańskimi stratami. Dzień wcześniej Pentagon poinformował, że dwóch żołnierzy zginęło podczas odpierania irańskiego ataku rakietowo-dronowego na bazę Muwaffaq Salti w Jordanii, a jeden pozostaje uznany za zaginionego. W amerykańskiej narracji to właśnie te ofiary uzasadniają skalę odpowiedzi.

Kilka godzin po komunikacie o zabitych Iran ogłosił zawieszenie wykonywania czerwcowego porozumienia z Waszyngtonem.

Groźba eskalacji

Najbardziej niepokojąca w nocnych doniesieniach jest zapowiedź ze strony irańskiej. Mohsen Rezaei, doradca wojskowy najwyższego przywódcy Iranu, ostrzegł, że jeśli amerykańskie naloty potrwają jeszcze dwa lub trzy dni, Iran "oficjalnie przejdzie do fazy operacji ofensywnych na pełną skalę".

Taka deklaracja to sygnał zmiany charakteru konfliktu: z wymiany uderzeń odwetowych na wojnę prowadzoną według własnego planu, a nie w reakcji na ruchy przeciwnika.

Czego nie wiemy

Dostępne relacje nie podają zweryfikowanego bilansu ofiar po stronie irańskiej ani pełnej listy zaatakowanych obiektów. Komunikaty CENTCOM mówią ogólnie o celach wojskowych, a doniesienia irańskich mediów państwowych o trafieniach w infrastrukturę są na razie niezależnie niepotwierdzone. W trwającej kampanii lotniczej rozbieżności między relacjami obu stron są regułą, nie wyjątkiem.

Dlaczego to dotyczy Polski

Najbardziej bezpośrednim kanałem oddziaływania jest ropa. Każda eskalacja wokół Zatoki Perskiej i Cieśniny Ormuz przekłada się na notowania surowca, a po kilku tygodniach na ceny paliw na polskich stacjach i koszty transportu.

Drugi kanał to bezpieczeństwo. Wczoraj Niemcy podniosły ocenę zagrożenia terrorystycznego, wiążąc ją z ogólną sytuacją międzynarodową. Im dłużej trwa konflikt, tym większa presja na europejskie służby, także w krajach, które w samym starciu nie uczestniczą.