Ukraina przeżywa największe od dawna protesty niezwiązane bezpośrednio z frontem. Ludzie wyszli na ulice Kijowa, Lwowa, Odessy i Charkowa po tym, jak 14 lipca ze stanowiska ministra obrony odwołany został Mychajło Fedorow. Relacjonuje to Rzeczpospolita.

Czego domagają się protestujący

Jak podaje Ukraińska Prawda, demonstranci żądają przywrócenia Fedorowa na stanowisko i sprzeciwiają się zastąpieniu go przez Ihora Kłymenkę. Dymisja ministra była częścią szerszej zmiany: 14 lipca podała się do dymisji premier Julija Swyrydenko, a wraz z nią cały rząd.

Fedorow był w Ukrainie twarzą cyfryzacji państwa, a w resorcie obrony kojarzono go przede wszystkim z rozwojem technologii bezzałogowych. Protest przeciw jego odejściu jest więc również protestem w obronie określonego kierunku modernizacji armii.

Reakcja prezydenta

Wołodymyr Zełenski nie próbował demonstracji lekceważyć. "Walczymy o wolność i demokrację, więc uważam, że robimy wszystko słusznie. Jeśli ludzie mogą wyrażać swoją wolę nawet w czasie wojny, ze wszystkimi jej trudnościami i ograniczeniami, to uważam, że to najważniejsze" - powiedział. Zaznaczył też, że wsłuchuje się w protestujących i nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji co do ich żądań.

To ostrożna odpowiedź. Prezydent nie wycofuje decyzji, ale i nie zamyka drogi do jej korekty.

Wątek naczelnego dowódcy

Równolegle pojawiły się doniesienia dotyczące armii. Financial Times, na który powołuje się Rzeczpospolita, napisał, że Zełenski rozważa zmianę na stanowisku naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych. Funkcję tę od lutego 2024 roku pełni gen. Ołeksandr Syrski.

Trzeba to czytać dokładnie tak, jak zostało napisane: chodzi o rozważanie, nie o decyzję. Według ustaleń dziennika, opartych na źródłach w administracji prezydenckiej, ewentualna zmiana miałaby nastąpić dopiero po znalezieniu następcy i zapewnieniu płynnego przekazania dowodzenia. Żadnej dymisji dotąd nie ogłoszono.

Dlaczego to ważne dla Polski

Stabilność ukraińskiego dowodzenia i rządu przekłada się bezpośrednio na sytuację przy naszej wschodniej granicy. Zmiany kadrowe na szczycie armii w trakcie wojny zawsze niosą ryzyko chwilowego chaosu decyzyjnego, a każde osłabienie ukraińskiej obrony jest problemem także dla państw, które tę obronę wspierają.

Jest też drugi, mniej oczywisty wniosek. To, że w kraju prowadzącym wojnę obronną tysiące ludzi wychodzą na ulice w sprawie personalnej i nie spotyka ich za to represja, samo w sobie jest informacją o kondycji tamtejszej demokracji.