Są sędziowie, których nazwisko w danym kraju znaczy więcej niż nazwiska części piłkarzy. W Polsce takim człowiekiem jest Howard Webb, choć jego największe zawodowe osiągnięcia z Polską nie mają nic wspólnego. Przypomina o tym Interia.
Rok, w którym prowadził wszystko
Angielski arbiter w 2010 roku sędziował finał Ligi Mistrzów, a kilka tygodni później finał mistrzostw świata w RPA, w którym Hiszpania pokonała Holandię 1:0. Trafienie w jednym sezonie na dwa najważniejsze mecze w europejskiej i światowej piłce to rzecz, która zdarza się raz na pokolenie.
Sam finał mundialu przeszedł do historii jako spotkanie brutalne. Webb rozdał rekordową liczbę żółtych kartek, a najczęściej wspominana sytuacja, uderzenie Nigela de Jonga w klatkę piersiową rywala, do dziś bywa przywoływana jako podręcznikowy przykład tego, kiedy sędzia powinien sięgnąć po czerwień. Sam zainteresowany po latach przyznawał, że dziś zdecydowałby inaczej.
Dwie minuty, które pamięta Polska
Dla polskiego kibica ta biografia sprowadza się jednak do jednego wieczoru: 12 czerwca 2008 roku w Wiedniu, mecz Polska - Austria na Euro 2008. Polacy prowadzili po golu Rogera Guerreiro i szli po pierwsze w historii punkty na mistrzostwach Europy.
W doliczonym czasie gry Webb dopatrzył się przewinienia Mariusza Lewandowskiego przy pojedynku z Sebastianem Prödlem i podyktował rzut karny. Ivica Vastić wykorzystał go, ustalając wynik na 1:1. Ta jedna decyzja przekreśliła zwycięstwo i mocno ograniczyła polskie szanse na wyjście z grupy.
Wokół tej sytuacji narosła legenda, w której Webb jest głównym czarnym charakterem. Warto jednak dodać to, co odnotowały wtedy relacje z meczu: powtórki telewizyjne pokazywały, że polski obrońca faktycznie przytrzymał rywala za koszulkę. Jak opisywała to wówczas CNN, Austria dostała koło ratunkowe w ostatniej chwili.
Decyzja słuszna czy nie
Spór o ten karny jest w istocie sporem o coś innego niż faktura zdarzenia. Chodzi o pytanie, czy w dziewięćdziesiątej trzeciej minucie meczu mistrzostw Europy sędzia powinien odgwizdywać przewinienie, które w pięćdziesiątej minucie przepuściłby bez wahania. Przepis nie zna pojęcia "za późno na taki karny", ale kultura sędziowania owszem, i to ona wtedy zderzyła się z literą prawa.
Webb przez lata odbierał za tę decyzję nienawistne wiadomości od polskich kibiców. Zakończył karierę w 2014 roku i przeszedł do pracy szkoleniowej z arbitrami.
Dlaczego wracamy do tego dziś
Bo mundial 2026 znów przypomniał, jak wąski jest margines między decyzją odważną a niewybaczalną. Dla Anglika Webba tamten karny w Wiedniu był epizodem w karierze zwieńczonej finałem w Johannesburgu. Dla polskiego kibica z 2008 roku to wciąż jedna z tych scen, które ogląda się z nadzieją, że tym razem skończy się inaczej.



