Jens Spahn zrezygnował w sobotę z funkcji szefa klubu parlamentarnego CDU/CSU w Bundestagu. Jak podaje TVN24, powodem jest to, że wraz z mężem Danielem Funke został ojcem syna urodzonego przez surogatkę w Stanach Zjednoczonych.
Co powiedział
"W ostatnich dniach uświadomiłem sobie, że mojego osobistego szczęścia, jakim jest założenie rodziny wspólnie z moim mężem oraz zostanie ojcem, nie da się pogodzić z pełnioną przeze mnie funkcją polityczną" - napisał polityk. Wskazał także na "narastającą bezwzględność w debacie publicznej" i podkreślił, że rodzina jest dla niego najważniejsza.
Do złożenia rezygnacji nakłaniał go kanclerz Friedrich Merz. Do czasu wyboru następcy obowiązki szefa klubu przejmuje Alexander Hoffmann z CSU.
Dlaczego to problem polityczny, a nie tylko prywatny
Macierzyństwo zastępcze jest w Niemczech zakazane, a CDU konsekwentnie sprzeciwia się jego legalizacji, argumentując to względami etycznymi. Kierowanie klubem parlamentarnym partii, która broni tego zakazu, przez polityka korzystającego z surogacji za granicą było więc kłopotem dla całej formacji, niezależnie od tego, że samo skorzystanie z takiej procedury poza Niemcami nie jest karalne.
To zderzenie prywatnego wyboru z programem partii, a nie kwestia złamania prawa.
Jak to wygląda w Polsce
Polskie prawo nie zawiera osobnych przepisów zakazujących surogacji ani jej regulujących. Kluczowa jest za to zasada z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: matką dziecka jest kobieta, która je urodziła. Umowa, w której kobieta zobowiązuje się urodzić dziecko i przekazać je innym osobom, jest w praktyce nieskuteczna, bo macierzyństwa nie da się przenieść kontraktem.
W efekcie surogacja funkcjonuje w Polsce w szarej strefie, a rodziny, które się na nią decydują, korzystają z procedur zagranicznych, po czym mierzą się z pytaniem o uznanie rodzicielstwa w kraju. To jeden z tych obszarów, w których prawo wyraźnie nie nadąża za praktyką.
Co dalej
Odejście Spahna osłabia zaplecze kanclerza w parlamencie, bo szef klubu odpowiada za dyscyplinę głosowań i przeprowadzanie rządowych projektów. Wybór następcy będzie pierwszym testem tego, jak bardzo cała sprawa nadwyręża pozycję Merza w partii.



