Jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów tegorocznego Open'era odbył się w warunkach dalekich od letnich, ale to nie ostudziło ani zespołu, ani publiczności.
Deszcz nie przeszkodził
Jak relacjonuje Rzeczpospolita, The Cure wystąpili na gdyńskim festiwalu przy niskiej jak na lipiec temperaturze i w deszczu. Robert Smith, wieloletni lider zespołu, poprowadził blisko dwugodzinny występ, nie tracąc kontaktu z publicznością mimo chłodu. Tytułowa „kropla na twarzy” była kroplą deszczu, a nie łzą — mimo emocjonalnego repertuaru zespołu.
Klasyki i skrócony set
Publiczność usłyszała przekrój twórczości grupy — od nastrojowych, melancholijnych kompozycji po najbardziej rozpoznawalne przeboje, takie jak „Friday I'm in Love” czy „Boys Don't Cry”. Ze względu na intensywny deszcz w trakcie koncertu program trzeba było nieco skrócić, co było decyzją podyktowaną bezpieczeństwem. Mimo to widzowie dotrwali do finału, a występ transmitowała na żywo Telewizja Polska.
Dlaczego to ważne
The Cure to jedna z najważniejszych formacji w historii rocka, a jej koncerty w Polsce należą do wydarzeń, na które fani czekają latami. Występ na Open'erze potwierdza rangę gdyńskiego festiwalu jako jednego z najważniejszych letnich wydarzeń muzycznych w tej części Europy. Dla publiczności to dowód, że wielka muzyka potrafi obronić się nawet wtedy, gdy pogoda nie sprzyja.



