Awans Francji do ćwierćfinału mistrzostw świata był bliżej niespodzianki, niż zapowiadał to bilans faworytów. W meczu 1/8 finału trójkolorowi pokonali Paragwaj zaledwie 1:0, a o zwycięstwie przesądził rzut karny.

Mur obronny Paragwaju

Paragwaj przystąpił do spotkania z jasnym planem: ustawił się w defensywnej, pięcioosobowej linii obrony i cierpliwie czekał na okazje z kontry. Zespół, który już wcześniej w turnieju dał się we znaki Niemcom, także tym razem pokazał, że potrafi utrudnić życie znacznie wyżej notowanemu rywalowi.

Do trudnych warunków dołączyła pogoda. Mecz rozegrano w Filadelfii przy około czterdziestostopniowym upale, co jeszcze bardziej spowalniało grę i utrudniało Francuzom narzucenie tempa. Przez ponad godzinę faworyt utrzymywał się przy piłce, ale nie potrafił znaleźć drogi do bramki.

Karny rozstrzyga

Przełom nastąpił w 62. minucie. Désiré Doué przeprowadził indywidualną akcję i został powstrzymany faulem przez spóźnionego z interwencją Diego Gomeza. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a do piłki podszedł Kylian Mbappe. Gwiazdor Francji pewnie wykorzystał rzut karny i dał swojej drużynie prowadzenie, które okazało się decydujące.

Do końca meczu wynik już się nie zmienił. Francja dowiozła jednobramkową zaliczkę, choć styl tego zwycięstwa daleki był od dominacji, jakiej oczekiwano po jednym z głównych kandydatów do tytułu.

W ćwierćfinale Maroko

Dla Paragwaju turniej dobiegł końca, ale zespół pożegnał się z mistrzostwami z podniesioną głową, zbierając słowa uznania za zdyscyplinowaną, waleczną postawę. Francja natomiast melduje się w ćwierćfinale, w którym w czwartek zmierzy się z Marokiem, jedną z rewelacji tego mundialu, która wcześniej wyeliminowała gospodarzy z Kanady.

To zapowiada się na starcie o dużej stawce. Maroko udowodniło już, że nie boi się faworytów, a Francja przekonała się właśnie, że w fazie pucharowej nawet teoretycznie słabszy rywal potrafi postawić trudne warunki. Trójkolorowych czeka więc mecz, w którym nie będzie miejsca na kolejny tak męczący popis.