Neil Gehrels Swift Observatory to jeden z najbardziej zasłużonych teleskopów kosmicznych NASA. Od czasu startu w 2004 roku obserwuje rozbłyski gamma, czyli najpotężniejsze eksplozje we wszechświecie. Teraz sam potrzebuje ratunku, bo jego orbita coraz szybciej się obniża.

Dlaczego Swift spada

Problem wynika z oporu atmosfery. Choć na wysokości, na której krąży Swift, powietrze jest niezwykle rozrzedzone, wciąż wystarcza, by stopniowo hamować satelitę i obniżać jego orbitę. Zjawisko to nasila się, gdy Słońce jest aktywne: rozgrzewa wówczas i „nadmuchuje" górne warstwy atmosfery, które sięgają wyżej i mocniej hamują krążące obiekty.

Swift nie ma własnego napędu, który pozwoliłby mu samodzielnie skorygować tor lotu. Według doniesień, bez interwencji obserwatorium mogłoby w ciągu najbliższych miesięcy obniżyć się na tyle, że wejdzie w gęstsze warstwy atmosfery i spłonie. Straciłaby na tym cała astronomia, bo Swift w kilka sekund namierza rozbłyski gamma i kieruje na nie uwagę obserwatoriów na całym świecie.

Robot, który złapie satelitę

Aby temu zapobiec, NASA postawiła na nietypowe rozwiązanie. Budowę „holownika" powierzono firmie Katalyst Space, która przygotowała robotyczny statek serwisowy o nazwie LINK. Jego zadaniem jest dolecieć do Swifta, chwycić go za pomocą ramion robotycznych i powoli wypchnąć na wyższą orbitę, a następnie odłączyć się od uratowanego teleskopu.

To operacja wymagająca ogromnej precyzji. Swift nie został zaprojektowany z myślą o obsłudze na orbicie, więc nie ma na sobie żadnych specjalnych uchwytów przystosowanych do dokowania. Zbliżanie i pochwycenie satelity musi więc przebiegać wyjątkowo ostrożnie, by go nie uszkodzić, a całe podnoszenie orbity rozłożone jest na wiele tygodni delikatnego „popychania".

Start znad Pacyfiku

Misję ratunkową wyniósł w kosmos rakietowy nosiciel Pegasus XL należący do koncernu Northrop Grumman. Start zaplanowano z atolu Kwajalein na Wyspach Marshalla na przełomie czerwca i lipca 2026 roku. Rakiety Pegasus są odpalane z powietrza, spod skrzydła samolotu, co pozwala elastycznie dobrać miejsce i kierunek wyniesienia ładunku na właściwą orbitę.

Jeśli operacja się powiedzie, będzie to jeden z pierwszych przypadków, gdy komercyjna misja ratuje należący do NASA satelita, który nigdy nie był projektowany do serwisowania w kosmosie. To także zapowiedź nowej ery, w której zamiast porzucać kosztowne instrumenty, będzie można przedłużać ich życie bezpośrednio na orbicie.

Dlaczego warto ratować Swift

Swift łączy w sobie trzy instrumenty: wykrywacz błysków gamma oraz teleskopy rentgenowski i ultrafioletowo-optyczny. Dzięki temu potrafi nie tylko zauważyć rozbłysk, ale i szybko przyjrzeć się jego słabnącej poświacie w różnych zakresach promieniowania. Obserwacje te pomagają badać między innymi narodziny czarnych dziur i najbardziej gwałtowne zjawiska we wszechświecie.

Po ponad dwóch dekadach pracy teleskop wciąż pozostaje jednym z najważniejszych „strażników nieba". Udana misja ratunkowa może dać mu kolejne lata obserwacji, a nauce — więcej okazji, by zajrzeć w najbardziej dramatyczne momenty kosmosu.