Są mecze, w których punkty w tabeli znaczą mniej niż to, co dzieje się obok niej. Takie właśnie spotkanie czeka reprezentację Polski w nocy z niedzieli na poniedziałek. Biało-czerwoni zagrają w Chicago ze Stanami Zjednoczonymi ostatnie starcie fazy zasadniczej Ligi Narodów, a stawką nie jest już awans, bo ten jest pewny, tylko to, kto stanie naprzeciwko nich w ćwierćfinale turnieju finałowego w Chinach.

Zwycięzca omija mistrzów świata

Układ jest prosty i brutalny. Jak opisuje Interia Sport, przegrany tego meczu trafia w ćwierćfinale na Włochów, aktualnych mistrzów świata, a jeśli przez nich przebrnie, najprawdopodobniej czekać będzie na niego Japonia. Zwycięzca ląduje w zdecydowanie przyjaźniejszej połowie drabinki: jego ćwierćfinałowym rywalem ma być Turcja, Bułgaria albo Ukraina, a dopiero w półfinale zapowiada się starcie ze Słowenią.

To różnica, której nie da się przecenić. Jedna wygrana albo jedna porażka w Chicago przekłada się na to, czy droga do medalu prowadzi przez dwie najmocniejsze ekipy sezonu, czy przez rywali z drugiego szeregu. Trudno o wyraźniejszy przykład tego, że w formule z drabinką pucharową rozstawienie bywa warte tyle, co forma.

Trzecie miejsce, piąte miejsce, jeden wieczór

W tabeli fazy zasadniczej Polska zajmuje trzecią pozycję, Amerykanie piątą, dwa oczka niżej. Dystans jest więc niewielki, a w siatkówce różnica dwóch miejsc w tabeli potrafi wyparować w trakcie jednego seta. Aktualne rozstawienie prowadzi Volleyball World, gdzie na bieżąco aktualizowany jest bilans wszystkich szesnastu drużyn.

Po stronie Polaków przemawia forma. Zespół prowadzony przez Nikolę Grbicia przystępuje do meczu z serią ośmiu wygranych spotkań, a w samym Chicago pokonał już Bułgarię, Brazylię i Francję. To najlepszy moment sezonu na konfrontację, w której nie ma miejsca na rozkręcanie się.

Nocna pora, wysoka cena

Mecz zaplanowano na godzinę 3:00 czasu polskiego, co dla kibiców oznacza wybór między budzikiem a porannym skrótem. Dla drużyny to kolejny element amerykańskiej części sezonu: gra w strefie czasowej oddalonej o siedem godzin od domu, tuż przed przelotem na drugą stronę globu.

Bo turniej finałowy Ligi Narodów rozegrany zostanie w Chinach, a szczegóły terminarza porządkuje Eurosport. Osiem najlepszych ekip zagra tam systemem pucharowym, w którym pomyłka kosztuje od razu cały sezon.

Mecz, który jest zapowiedzią

Paradoks nocnego spotkania w Chicago polega na tym, że formalnie nie jest ono o nic, a praktycznie o bardzo dużo. Polacy nie muszą wygrywać, żeby jechać do Chin. Muszą wygrać, żeby jechać tam na własnych warunkach.

I to jest chyba najciekawszy wątek tej nocy: zobaczymy, czy drużyna, która wygrała osiem meczów z rzędu, potrafi zagrać z pełną powagą mecz bez klasycznej stawki. Zespoły z ambicjami na trofeum zwykle właśnie po takich spotkaniach się poznaje.