Mecz o trzecie miejsce mistrzostw świata rzadko bywa widowiskiem. Ten był wyjątkiem. Anglia pokonała w Miami Francję 6:4, a dziesięć bramek w jednym spotkaniu potwierdza opisy Rzeczpospolitej i TVP Info, według których Anglicy po prostu wypunktowali rywali.

Cztery gole do przerwy

Anglia rozstrzygnęła sprawę w pierwszej połowie. Declan Rice trafił już w trzeciej minucie, wkrótce potem podwyższył Ezri Konsa, a przed przerwą dwa razy do siatki trafił Bukayo Saka. Do szatni obie drużyny schodziły przy stanie 4:0.

Francuzi wyglądali jak zespół, który psychicznie został w półfinale przegranym z Hiszpanią. Anglicy, sami wyeliminowani dzień później przez Argentynę, weszli w ten mecz z dużo większą energią.

Francuski zryw

Po zmianie stron obraz gry się odwrócił. Kylian Mbappe strzelił dwa gole, dołożył się Bradley Barcola i przez kilkanaście minut wydawało się, że Francja może odrobić całą stratę. Saka dobił jednak rywali z rzutu karnego, a w doliczonym czasie padły jeszcze dwie bramki, w tym trafienie Jude'a Bellinghama ustalające wynik.

Koniec czternastu lat

Dla Didiera Deschampsa było to pożegnanie z reprezentacją, którą prowadził przez czternaście lat, zdobywając z nią mistrzostwo świata w 2018 roku. Trudno o gorszy scenariusz ostatniego meczu niż stracenie sześciu goli, choć trzeba dodać, że jego drużyna nie złożyła broni nawet przy stanie 0:4.

Deschamps mówił przed spotkaniem, że ma wobec tego meczu obowiązek, i podsumowywał pracę z kadrą jako część swojego życia od ćwierćwiecza. Jego następcą ma zostać Zinedine Zidane.

Co to znaczy dla obu drużyn

Brązowy medal nie zmienia tego, że Anglia od 1966 roku wciąż czeka na drugi tytuł, ale trzecie miejsce to jej najlepszy wynik na mundialu od dekad i argument dla Thomasa Tuchela w dyskusji o kierunku, w którym idzie ta drużyna.

Francja kończy turniej z czwartym miejscem i pytaniem, ile z pokolenia Mbappe zostanie w kadrze na kolejny cykl. Odpowiadać na nie będzie już nowy selekcjoner.