Comiesięczny odczyt GUS o wynagrodzeniach jest jedną z tych publikacji, które budzą regularnie to samo zdziwienie: „kto zarabia te dziewięć tysięcy?". Warto więc zacząć od tego, co ta liczba właściwie mierzy.

Liczby z czerwca

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w czerwcu 9401,58 złotego. To wzrost o 5,9 procent rok do roku, wobec prognoz na poziomie około 5,6 procent, oraz o 2,5 procent w stosunku do maja. Dane referuje Rzeczpospolita, a szerzej także Money.pl.

Wynik lekko powyżej konsensusu tłumaczony jest częściowo jednorazowymi premiami wypłaconymi w górnictwie miedzi z zysku za poprzedni rok. Analitycy szacują ich wpływ na około 0,3 punktu procentowego, co oznacza, że bez tego czynnika odczyt byłby zbliżony do prognoz.

Trzy zastrzeżenia do średniej

Po pierwsze, to średnia arytmetyczna, a rozkład płac jest silnie prawoskośny. Wysokie zarobki niewielkiej grupy podciągają wynik w górę, przez co znacznie ponad połowa pracujących zarabia mniej niż owe 9401 złotych. Mediana byłaby wyraźnie niższa.

Po drugie, to kwota brutto. Na konto trafia po odliczeniach mniej więcej dwie trzecie tej sumy.

Po trzecie, i najczęściej pomijane: sektor przedsiębiorstw to nie cała gospodarka. GUS liczy tu firmy zatrudniające co najmniej dziesięć osób. Poza zestawieniem zostają mikrofirmy, sfera budżetowa i znaczna część usług, czyli obszary, gdzie zarabia się zwykle mniej.

Ważniejsza liczba jest inna

Podczas gdy płace rosną, zatrudnienie spada. W czerwcu było o 0,9 procent niższe niż rok wcześniej, przy około 6,4 miliona zatrudnionych w sektorze. W ujęciu bezwzględnym oznacza to ubytek rzędu kilkudziesięciu tysięcy etatów w ciągu roku.

To zestawienie mówi więcej niż każda z tych liczb osobno. Rosnące płace przy kurczącym się zatrudnieniu to obraz gospodarki, w której firmy nie zwiększają zespołów, lecz podnoszą wynagrodzenia tym, których już mają, żeby ich zatrzymać. Statystyczna średnia rośnie także dlatego, że redukcje częściej dotykają stanowisk niżej opłacanych.

Ile z tego zostaje

Przy inflacji utrzymującej się w okolicach 2,5 procent realny wzrost wynagrodzeń wynosi około trzech procent. To wzrost solidny i wyraźnie zdrowszy niż w latach, gdy nominalne dwucyfrowe podwyżki znikały pod jeszcze wyższą inflacją.

Trzeba jednak pamiętać, że przeciętny wzrost realny nie oznacza wzrostu dla każdego. Osoba, która przez ostatni rok nie dostała podwyżki, ma realnie mniej niż rok temu, niezależnie od tego, co pokazuje średnia.

Co z tego wynika

Dla Rady Polityki Pieniężnej dynamika płac powyżej prognoz to argument za ostrożnością, bo wynagrodzenia napędzają popyt, a przez to inflację usługową. Dla pracowników czerwcowy odczyt jest przyzwoity, ale spadające zatrudnienie osłabia pozycję negocjacyjną: łatwiej prosić o podwyżkę, gdy pracodawca ma trudność ze znalezieniem następcy.

Kolejnym punktem odniesienia będą dane lipcowe, oczyszczone już z jednorazowych premii. Dopiero one pokażą, jaka jest bazowa dynamika płac.