Rynek rzeczy używanych zmienił w Polsce status. Przez lata był rozwiązaniem dla tych, których nie stać na nowe. Dziś coraz częściej jest wyborem osób, które stać, ale nie widzą powodu, żeby dopłacać.
Skala zjawiska
Jak podaje Rzeczpospolita, czterdzieści procent Polaków regularnie kupuje rzeczy z drugiej ręki. Trzydzieści procent wydaje na to od 200 do 500 złotych rocznie, a dwadzieścia pięć procent od 500 do 1000 złotych.
Ciekawsze są jednak deklaracje na przyszłość. Dwadzieścia sześć procent zamierza zwiększyć te wydatki: siedemnaście procent o mniej więcej jedną piątą, a dziewięć procent planuje je podwoić. To sygnał, że mamy do czynienia z trwałą zmianą nawyków, a nie z reakcją na chwilową sytuację w portfelach.
Ile się oszczędza
Produkty odnowione kosztują zwykle od 20 do 40 procent mniej niż ich nowe odpowiedniki. To przedział, w którym oszczędność jest odczuwalna, ale nie tak duża, by z góry budzić podejrzenia.
Kategorie sprzedawane w tym modelu to dziś już nie tylko smartfony i laptopy. Są wśród nich sprzęty kuchenne z najwyższej półki, a nawet gitary. Segment obsługuje między innymi austriacka firma Refurbed, obecna w dwudziestu czterech krajach, z rocznymi przychodami rzędu miliarda euro, współpracująca z czterystu partnerami, w tym z piętnastoma dostawcami z Polski. Prowizja platformy wynosi około dziesięciu procent, a kupujący ma trzydzieści dni na zwrot, o czym mówi współzałożyciel firmy Kilian Kaminski.
Odnowione to nie to samo co używane
Tu warto zrobić rozróżnienie, które w potocznym języku się zaciera, a które decyduje o poziomie ryzyka.
Sprzęt odnowiony kupujemy od firmy. Przechodzi weryfikację techniczną, ma określony standard i przysługuje nam zwrot oraz odpowiedzialność sprzedawcy jak przy każdym zakupie od przedsiębiorcy.
Sprzęt używany kupowany od osoby prywatnej z ogłoszenia to zupełnie inna sytuacja. Nikt go nie sprawdził, nie ma zwrotu w standardowym trybie, a dochodzenie roszczeń od anonimowego sprzedawcy bywa w praktyce nieopłacalne. Różnica w cenie między tymi dwiema ścieżkami jest właśnie ceną tego ryzyka.
Na co uważać przy drogim sprzęcie
Przy urządzeniach kosztujących kilka tysięcy złotych warto trzymać się kilku zasad.
Poprosić o dowód zakupu i sprawdzić, czy sprzedający jest właścicielem. Przy sprzęcie kupowanym na raty lub w leasingu zdarza się, że własność formalnie należy jeszcze do finansującego.
Zobaczyć urządzenie w działaniu, a nie tylko na zdjęciach. Przy sprzęcie z silnikiem czy grzałką kilka minut pracy pokazuje więcej niż cała rozmowa.
Zapytać o historię użytkowania. Egzemplarz pracujący wcześniej w gastronomii może wyglądać dobrze i mieć za sobą wielokrotnie więcej godzin pracy niż sprzęt domowy.
I sprawdzić dostępność serwisu oraz części do konkretnego modelu, zanim, a nie po tym, jak coś się zepsuje.
Dlaczego to się przyjęło
Za wzrostem tego rynku stoją trzy rzeczy naraz. Ceny nowego sprzętu premium rosły szybciej niż płace. Jakość wykonania sprawia, że urządzenie z górnej półki po kilku latach nadal działa dobrze. A dla części kupujących liczy się też argument środowiskowy, bo przedłużenie życia sprzętu jest formą ograniczenia odpadów, której nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Efekt jest taki, że drugi obieg przestał być rynkiem wstydliwym. Zmiana dotyczy nie tyle portfeli, ile tego, co uchodzi za rozsądny zakup.



