Wielka Brytania zmieniła w poniedziałek premiera i zrobiła to w sposób, który mówi o stanie tamtejszej polityki więcej niż niejeden sondaż: bez wyborów powszechnych, bez wewnątrzpartyjnego wyścigu i bez kontrkandydata.

Przebieg zmiany

Keir Starmer ogłosił zamiar odejścia 22 czerwca, po dwóch latach urzędowania. Powodem były słabe wyniki sondażowe i utrata poparcia we własnej partii. Jak podaje Bankier.pl, Partia Pracy wybrała nowego lidera w miniony piątek, a w poniedziałek Burnham po audiencji u Karola III w Pałacu Buckingham objął urząd premiera. Jest 59. szefem rządu w historii Wielkiej Brytanii i siódmym od referendum brexitowego.

Zgodnie z relacją Rzeczpospolitej po rezygnacji Starmera nie zgłosił się żaden inny kandydat, więc Burnham przejął przywództwo w partii, a wraz z nim urząd, bez wewnętrznych wyborów.

Kim jest nowy premier

Burnham urodził się w Aintree pod Liverpoolem. W latach 2001 do 2017 zasiadał w Izbie Gmin jako poseł z okręgu Leigh. W rządzie Gordona Browna kierował resortami kultury i zdrowia, a w latach opozycji odpowiadał w gabinecie cieni za zdrowie i edukację. Dwukrotnie, w 2010 i 2015 roku, bez powodzenia ubiegał się o przywództwo w Partii Pracy.

W 2017 roku opuścił parlament i został burmistrzem aglomeracji Greater Manchester, którym pozostawał do czerwca tego roku. To właśnie ta funkcja zbudowała jego pozycję: przez dziewięć lat występował jako rzecznik interesów północnej Anglii wobec Londynu.

Detal, o którym warto pamiętać

W tej historii jest element, który zasługuje na uwagę bardziej niż życiorys. Burnham wrócił do Izby Gmin dopiero na miesiąc przed objęciem urzędu, dzięki wyborom uzupełniającym zorganizowanym przez jego politycznych sojuszników.

To znaczy, że człowiek, który dziś kieruje brytyjskim rządem, przez blisko dekadę nie zasiadał w parlamencie, a wrócił tam ścieżką przygotowaną pod jego kandydaturę. Formalnie wszystko odbyło się zgodnie z regułami, bo brytyjski ustrój nie wymaga nowych wyborów przy zmianie lidera partii rządzącej. Politycznie jest to jednak konstrukcja, która komentatorom po drugiej stronie sceny dostarczy amunicji na długo.

Zapowiedzi

Nowy premier mówi o odbudowie zaufania do instytucji i zapowiada największe zmiany od czterdziestu lat. Konkrety, które podaje, to przede wszystkim decentralizacja władzy oraz nowy model gospodarczy z silniejszą kontrolą publiczną nad usługami podstawowymi, tak by były dostępniejsze i tańsze.

Trudno o zapowiedź bardziej spójną z jego dotychczasową biografią. Dziewięć lat rządzenia Manchesterem to praktyczny kurs z tego, jak niewiele da się zrobić bez kompetencji przesuniętych z Londynu. Pytanie brzmi, czy premier zechce oddawać uprawnienia, o które walczył jako burmistrz.

Co to znaczy dla Polski

Bezpośrednich skutków dla Warszawy nie należy się spodziewać szybko. Brytyjska polityka wobec Ukrainy i NATO ma charakter ponadpartyjny i zmiana premiera raczej jej nie odwróci.

Uwagę warto zwrócić na dwa obszary. Pierwszy to relacje z Unią Europejską, gdzie każdy nowy gabinet ustala na nowo tempo zbliżenia po brexicie. Drugi dotyczy Polaków mieszkających na Wyspach, dla których znaczenie mają przepisy o statusie osiedlenia i dostępie do świadczeń. W obu przypadkach cokolwiek konkretnego da się powiedzieć dopiero po pierwszych decyzjach nowego rządu.

Co dalej

Kolejne wybory powszechne muszą odbyć się w tej kadencji, więc Burnham ma ograniczony czas na pokazanie efektów. Jego problemem nie jest brak pomysłów, tylko punkt startu: obejmuje urząd jako czwarty premier w niespełna cztery lata, w kraju zmęczonym rotacją na Downing Street.

Pierwszym testem będzie skład gabinetu, ogłaszany od poniedziałku. Pokaże on, czy nowy premier buduje rząd wokół własnego zaplecza, czy próbuje scalić podzieloną partię.