Przez sto pięć minut ten finał zapowiadał się na najbardziej zachowawcze wielkie spotkanie ostatnich lat. Hiszpania miała piłkę, Argentyna miała ustawienie, a bramkarz Emiliano Martínez miał kolejne interwencje. Potem, w 106. minucie, Ferran Torres uderzył pod poprzeczkę i wszystko się skończyło.
Jeden gol, szesnaście lat czekania
Hiszpania wygrała finał mistrzostw świata 1:0 po dogrywce i sięgnęła po drugi tytuł w swojej historii. Pierwszy zdobyła w 2010 roku w Republice Południowej Afryki, więc na powtórkę czekała szesnaście lat. Mecz rozegrano w Nowym Jorku przy osiemdziesięciotysięcznej widowni, a przebieg spotkania relacjonuje Rzeczpospolita.
Dla Argentyny to koniec panowania. Mistrzowie świata z Kataru z 2022 roku dotarli do finału po raz trzeci w ciągu dwunastu lat, ale tym razem wrócą do domu bez trofeum.
Ostatnia akcja regulaminowego czasu wszystko zmieniła
Kluczowy moment przyszedł jeszcze przed dogrywką. W trzeciej minucie doliczonego czasu drugiej połowy Enzo Fernández obejrzał drugą żółtą kartkę za faul na Pau Cubarsím i zszedł z boiska. Argentyna weszła w dodatkowe trzydzieści minut w dziesiątkę, po dziewięćdziesięciu minutach pełnej koncentracji w defensywie.
To był ciężar nie do udźwignięcia. Hiszpanie mieli już wcześniej wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, choć długo nie potrafili jej zamienić na sytuacje. Po pierwszej połowie mieli na koncie zaledwie dwa celne strzały, Argentyńczycy żadnego. Osłabienie rywala otworzyło przestrzenie, których wcześniej po prostu nie było.
Anulowana bramka i burza w Hiszpanii
Dziesięć minut przed golem Torresa sytuacja niemal się rozstrzygnęła, ale sędzia Slavko Vincić uznał inaczej. W 96. minucie do siatki trafił Nico Williams, a Słoweniec bramkę anulował, dopatrując się faulu Mikela Merino na Nicolásie Otamendim w akcji poprzedzającej trafienie.
Reakcję hiszpańskich mediów opisuje Interia Sport. Pepe Gil-Vernet z „Mundo Deportivo" pisał o skandalu w finale, a analityk César Barrenechea Montero stwierdził krótko, że żadnego przewinienia tam nie widzi. Powtórki telewizyjne były co najwyżej niejednoznaczne, co zwykle oznacza, że decyzja mogła zapaść w obie strony.
Paradoks polega na tym, że kontrowersja ostatecznie nic nie zmieniła. Gdyby Williams gola dostał, mecz skończyłby się dziesięć minut wcześniej z tym samym zwycięzcą. Dyskusja o tej decyzji potrwa jednak dłużej niż samo mistrzostwo, bo w finałach anulowane bramki mają własne życie.
Bramkarz, który przegrał, ale nie zawiódł
Osobny rozdział tego finału napisał Emiliano Martínez. Argentyński bramkarz przez większość spotkania utrzymywał swoją drużynę w grze serią interwencji, które przy takiej przewadze rywala są jedynym powodem, dla którego wynik przez sto pięć minut pozostawał bezbramkowy.
To gorzka rola: zagrać jeden z lepszych meczów w karierze i i tak wyjechać z Nowego Jorku bez tytułu. Argentyna przegrała ten finał nie przez błąd bramkarza, tylko przez czerwoną kartkę w ostatniej akcji przed dogrywką i przez brak jakiegokolwiek zagrożenia z własnej połowy.
Co zostaje po tym finale
Hiszpania wraca na szczyt po szesnastu latach i robi to w stylu, który przypomina jej najlepszy okres: cierpliwe posiadanie piłki, czekanie na błąd, jedno uderzenie. Argentyna oddaje tytuł, ale wychodzi z turnieju z bilansem, którego nie da się nazwać kompromitacją.
Bo w finale rozegranym przez pół godziny w osłabieniu, przy dwudziestu strzałach rywala i jednej straconej bramce, przegrywa się w sposób, po którym nie trzeba niczego burzyć.



