Spór wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości wchodzi w rozstrzygającą fazę. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, uchwała władz partii zobowiązała działaczy do wystąpienia ze stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną, a termin na złożenie stosownych oświadczeń mija 23 lipca.

Czego dotyczy uchwała

Chodzi przede wszystkim o dwa środowiska: stowarzyszenie "Rozwój Plus" Mateusza Morawieckiego oraz "Po pierwsze Polska" posła Jacka Sasina. W ocenie kierownictwa partii równoległe struktury prowadzące działalność polityczną są nie do pogodzenia z jednością ugrupowania.

Konsekwencja braku oświadczenia została nazwana wprost. Jak zapowiedział rzecznik PiS Rafał Bochenek, w takim wypadku "zostanie uruchomiona procedura wykluczenia z partii za pośrednictwem Komitetu Politycznego". Do piątku deklarację złożyło około 130 parlamentarzystów.

Rozmowa bez rozstrzygnięcia

W piątek 17 lipca doszło do spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim. Relacja rzecznika jest oszczędna i wymowna zarazem: "To była spokojna rozmowa, choć nie doprowadziła ona do rozstrzygnięcia sprawy zasadniczej".

Innymi słowy: rozmawiano, ale nikt nie ustąpił, a termin dalej biegnie.

O co naprawdę toczy się spór

Formalnie o przynależność do stowarzyszeń. W praktyce o to, czy w partii może istnieć zorganizowane zaplecze skupione wokół innego polityka niż prezes, dysponujące własną marką, konferencjami i programem.

Z perspektywy kierownictwa takie struktury to zalążek frakcji, a w partii zbudowanej wokół jednego ośrodka decyzyjnego frakcyjność jest problemem ustrojowym, nie stylistycznym. Z perspektywy Morawieckiego, wieloletniego premiera z własnym środowiskiem, rezygnacja oznaczałaby utratę samodzielnej pozycji politycznej.

To spór, w którym obie strony mają argumenty trudne do pogodzenia i dlatego tak trudno o kompromis.

Co się może stać po 23 lipca

Możliwe są trzy wyjścia. Pierwsze: politycy związani ze stowarzyszeniami składają oświadczenia i konflikt zostaje zamrożony bez rozwiązania przyczyny. Drugie: uruchomiona zostaje procedura wykluczeniowa, co przy większej liczbie osób oznaczałoby najpoważniejszy podział w PiS od lat. Trzecie: znalezienie formuły, w której działalność środowiskowa zostaje wchłonięta przez struktury partyjne.

Warto jednak odróżnić fakty od prognoz. Liczby posłów, które mieliby odejść razem z byłym premierem, krążące w komentarzach politycznych, są dziś szacunkami, a nie ustaleniami.

Dlaczego to ważne poza samym PiS

Największa partia opozycyjna decyduje w tej chwili nie tylko o swojej strukturze, ale i o kształcie opozycji przed kolejnym cyklem wyborczym. Ewentualne rozejście się dwóch środowisk oznaczałoby podział tego samego elektoratu między dwa komitety, ze wszystkimi konsekwencjami progu wyborczego. To dokładnie ta sama arytmetyka, która stoi za apelami o konsolidację po drugiej stronie sceny politycznej.