Trwający w USA, Meksyku i Kanadzie mundial 2026 przyniósł nie tylko nowy, rozszerzony format z 48 zespołami, ale też pakiet zmian w przepisach. Jedna z nich, na pozór techniczna, wywołała szerszą dyskusję o uczciwości rywalizacji w fazie grupowej. I właśnie przy tej okazji w brytyjskich mediach pojawia się wątek polski.
Co konkretnie zmieniła FIFA
Najważniejsza nowość dotyczy sytuacji, gdy zespoły kończą fazę grupową z taką samą liczbą punktów. Po raz pierwszy od 1970 roku to nie ogólny bilans bramek jest pierwszym kryterium, lecz wynik bezpośredniego meczu między zainteresowanymi drużynami (Yahoo Sports).
Kolejność jest teraz następująca: najpierw punkty w meczach bezpośrednich, potem bilans bramek z tych spotkań, dalej liczba goli strzelonych w bezpośrednich starciach, a dopiero na końcu ogólny bilans bramek w grupie. FIFA tłumaczy, że to bardziej sprawiedliwe i zbliża jej regulamin do rozwiązań UEFA, która od lat premiuje wyniki bezpośrednie.
To niejedyna zmiana. Sędziowie korzystają z rozszerzonego VAR, wprowadzono pięciosekundowe odliczanie przy autach i wykopach od bramki, a także trzyminutowe przerwy na nawodnienie ze względu na upały w Ameryce Północnej (Al Jazeera).
Skąd kontrowersja
Nowe kryterium remisowe ma drugą stronę. Krytycy zwracają uwagę, że premiowanie wyników bezpośrednich sprawia, iż wiele zespołów osiąga swój cel już po dwóch kolejkach, a ostatnia seria spotkań traci na znaczeniu. Efekt już widać: część faworytów zapewniła sobie awans na kolejkę przed końcem, a niektóre drużyny pożegnały się z turniejem po zaledwie dwóch meczach. Pojawia się pytanie o uczciwość rywalizacji, gdy zespoły pewne awansu oszczędzają gwiazdy w meczach z rywalami wciąż walczącymi o przepustkę dalej.
Dlaczego pada nazwa Polski
W tym kontekście portal Interia, powołując się na BBC, przypomina reprezentację Polski jako przykład zespołu, który stracił szanse na awans jeszcze przed ostatnim meczem grupowym (Interia Sport).
Chodzi o Euro 2024. Polska po porażkach z Holandią (1:2) i Austrią (1:3) była matematycznie wyeliminowana z grupy, zanim przyszło jej zagrać z Francją. Ostatni mecz, zremisowany 1:1 dzięki golowi Roberta Lewandowskiego, był już tylko spotkaniem o honor.
Warto jednak zaznaczyć, że to przykład raczej ilustracyjny niż dosłowny. Polska odpadła z powodu słabych wyników, a nie przez kryterium bilansu bramek czy meczu bezpośredniego. Sformułowanie, że nowe przepisy „wskazują palcem na Polaków", jest publicystycznym skrótem — kadra służy tu jako obraz drużyny, która w nowym formacie mogłaby utknąć w „martwym" meczu ostatniej kolejki.
Co dalej
FIFA broni zmiany argumentem, że nagradza ona zespoły, które pokonały bezpośredniego rywala, i zniechęca faworytów do bicia słabszych przeciwników wyłącznie dla poprawy bilansu. Dyskusja o tym, czy nowy regulamin nie odbiera emocji końcówce fazy grupowej, z pewnością potrwa dłużej niż sam mundial.



