Słowackie referendum, które miało wyrazić sprzeciw wobec części polityki rządu Roberta Fico, zakończyło się fiaskiem, zanim jeszcze policzono „za" i „przeciw". Do urn poszła bowiem zbyt mała liczba wyborców.

Czego dotyczyło głosowanie

Referendum obejmowało dwa pytania. Pierwsze dotyczyło zniesienia dożywotnich świadczeń wypłacanych byłym premierom i marszałkom parlamentu, którzy sprawowali urząd przez co najmniej dwie kadencje. Drugie zakładało ponowne otwarcie urzędu prokuratora specjalnego oraz Narodowej Agencji Kryminalnej, czyli instytucji zajmujących się poważną przestępczością i korupcją.

Dożywotnie świadczenia dla byłych liderów to rozwiązanie stosunkowo nowe. Wprowadzono je w 2024 roku, wkrótce po zamachu na życie premiera Fico, który został wówczas ciężko ranny. Wcześniej w tym samym roku rząd zlikwidował urząd prokuratora specjalnego, co spotkało się z falą protestów i krytyką w kraju oraz za granicą.

Za niska frekwencja

Głosowanie przeprowadzono w sobotę 4 lipca. Jak podały słowackie i międzynarodowe media, frekwencja wyniosła około 16 procent, podczas gdy do ważności referendum potrzebny jest udział co najmniej połowy uprawnionych. Oznacza to, że wynik jest nieważny, niezależnie od tego, jak zagłosowali ci, którzy przyszli.

Inicjatorem referendum była pozaparlamentarna, proeuropejska partia Demokraci (Demokrati), która zebrała pod wnioskiem ponad 350 tysięcy podpisów, spełniając ustawowy wymóg w kraju liczącym około 5,4 miliona mieszkańców. Sam premier Fico zapowiadał wcześniej, że w referendum nie zamierza głosować.

Słaby punkt słowackiej demokracji

Nieważne referendum wpisuje się w długą serię podobnych porażek. W historii Słowacji jak dotąd tylko jedno referendum, w 2003 roku, dotyczące wejścia kraju do Unii Europejskiej, osiągnęło wymaganą frekwencję. Pozostałe kończyły się właśnie na zbyt niskiej mobilizacji wyborców.

Dla opozycji to gorzki wynik: mimo zebrania wymaganych podpisów i doprowadzenia do głosowania nie udało się przekonać obywateli, by w ogóle wzięli w nim udział. Praktycznym skutkiem jest utrzymanie kwestionowanych rozwiązań, w tym dożywotnich świadczeń dla byłych premierów. Rządzący mogą natomiast odczytać niską frekwencję jako sygnał, że temat nie zmobilizował społeczeństwa przeciwko obozowi władzy.