Rosja znów uderzyła w ukraińskie miasta z dala od linii frontu. Tym razem tragiczny bilans przyniósł atak na Sumy na północnym wschodzie kraju.

Bomby kierowane w centrum miasta

Jak podaje Kyiv Post, rosyjskie siły zrzuciły na Sumy sześć lotniczych bomb kierowanych (KAB). Uderzenie trafiło w zatłoczoną dzielnicę mieszkalną, uszkadzając wieżowce, samochody i sklepy. Zginęły cztery osoby, w tym dziecko, a rannych zostało około 27 osób. To kolejny przykład rosyjskiej taktyki atakowania celów cywilnych ciężkimi bombami szybującymi.

Szersza fala ataków

Uderzenie na Sumy było częścią szerszej rosyjskiej ofensywy powietrznej tego dnia. Tej samej doby doszło do masowego ataku na Kijów, gdzie — jak relacjonuje Al Jazeera — liczba ofiar sięgnęła kilkudziesięciu, a Rosja użyła setek dronów oraz pocisków manewrujących i balistycznych. Ukraińskie władze mówią o jednej z intensywniejszych nocy bombardowań ostatnich tygodni.

Apel do Zachodu

W reakcji na ataki Wołodymyr Zełenski zaapelował do partnerów o zdecydowane działania. Prezydent Ukrainy wezwał Stany Zjednoczone, Europę oraz państwa grup G7 i G20 do zwiększenia presji na rosyjski sektor energetyczny, z którego Moskwa finansuje wojnę. Podkreślił też pilną potrzebę wzmocnienia ukraińskiej obrony powietrznej, zdolnej przechwytywać rosyjskie drony, pociski i bomby kierowane.

„Europa ma narzędzia do wywierania presji” — przekonuje ukraiński przywódca, wskazując, że od determinacji Zachodu zależy zdolność Kijowa do ochrony ludności cywilnej.

Dlaczego to ważne

Ataki na Sumy i Kijów pokazują, że mimo trwających od miesięcy rozmów o deeskalacji Rosja nie rezygnuje z uderzeń w miasta i infrastrukturę. Dla Polski, sąsiada Ukrainy i kraju granicznego NATO, każde zaostrzenie wojny ma bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa. Apel Zełenskiego pada tuż przed zaplanowanym szczytem Sojuszu, na którym obrona powietrzna i dalsze wsparcie dla Kijowa będą jednym z głównych tematów.