Wilno wysyła jasny sygnał w stronę Sojuszu: chce być w pełni częścią jądrowego parasola NATO, a nie państwem z prawnym wyjątkiem.
Zniesienie konstytucyjnego zakazu
Jak podaje LRT, prezydent Gitanas Nausėda poinformował, że niemal wszystkie siły polityczne zgadzają się, iż zapis konstytucji zakazujący rozmieszczania broni masowego rażenia i obcych baz na terytorium Litwy „się zdezaktualizował”. Zmiana ustawy zasadniczej nie jest jednak formalnością — wymaga poparcia co najmniej 94 ze 141 posłów w dwóch głosowaniach oddzielonych trzymiesięczną przerwą.
„Słabe ogniwo”
Nausėda uzasadnił to względami bezpieczeństwa. „Byłoby bardzo niefortunnie, gdybyśmy stali się słabym ogniwem” Sojuszu — stwierdził. Jak podaje Bankier.pl, Litwa jest praktycznie jedynym członkiem NATO, który sam nakłada na siebie taki zakaz; analogiczny przepis usunęła niedawno Finlandia.
Gotowość, nie rozmieszczenie
Kluczowe zastrzeżenie: prezydent podkreślił, że chodzi przede wszystkim o udział Litwy w zbiorowym odstraszaniu jądrowym NATO i o proceduralną gotowość, a nie o zaplanowane rozmieszczenie głowic. Litwa nie otrzymała też — według Nausėdy — konkretnego pytania sojuszników o faktyczne rozlokowanie broni. W tle są jednak doniesienia o rozważanym przez USA szerszym rozmieszczeniu broni jądrowej w Europie.
Dlaczego to ważne
Litwa graniczy z Rosją (obwód kaliningradzki) i z Białorusią, na której terytorium Moskwa rozmieściła broń jądrową. W tym kontekście Wilno dąży do jak najpełniejszego wpięcia w system bezpieczeństwa NATO. Dla Polski, sąsiada i partnera na wschodniej flance, to sygnał zbieżny z własnymi obawami — a zarazem element szerszej debaty o tym, jak Sojusz ma odstraszać Rosję. Temat na pewno wróci na najbliższym szczycie NATO.



