Latem nadmorskie wydmy przeżywają najazd — i niestety nie tylko podziwiających je spacerowiczów. Dla przyrody to czas największego zagrożenia.

Plaża, śmietnik, toaleta

Jak opisuje Wyborcza Trójmiasto, pracownicy odpowiadający za ochronę brzegu morskiego skarżą się, że turyści traktują wydmy jak przedłużenie plaży — wchodzą na nie, rozkładają się, zostawiają butelki i odpadki, a często załatwiają tam potrzeby fizjologiczne. Każde takie wejście niszczy roślinność, która spaja piasek, i osłabia całą wydmę.

Dlaczego wydmy są tak ważne

Wydmy to nie ozdoba krajobrazu, lecz naturalna bariera chroniąca ląd przed sztormami, falami i erozją. Trzymają się dzięki specyficznym roślinom — trawom i niskim krzewom — których korzenie stabilizują ruchomy piasek. To także siedlisko rzadkich, chronionych gatunków przystosowanych do trudnych, słonych i wietrznych warunków. Zniszczona wydma odbudowuje się latami, a czasem wcale — dlatego prawo obejmuje te tereny szczególną ochroną, a za jej naruszanie grożą kary.

Potrzebni wolontariusze

Odpowiedzią ma być wolontariat. Służby odpowiedzialne za ochronę polskiego wybrzeża szukają na sezon letni ochotników, którzy będą obecni na zagrożonych odcinkach: edukować turystów, zwracać uwagę na schodzenie z wyznaczonych ścieżek i niszczenie roślinności oraz zgłaszać zagrożenia. To rola bardziej „ambasadora przyrody" niż strażnika — chodzi o tłumaczenie, dlaczego po wydmach nie wolno chodzić, zanim trzeba będzie karać.

Ochrona, która zaczyna się od świadomości

Akcje takie pokazują, że ochrona wybrzeża to nie tylko płoty i tablice, ale przede wszystkim świadomość odwiedzających. Wydmy potrafią przesuwać się i zmieniać przez dekady; jedno lato masowej, bezmyślnej presji potrafi cofnąć tę naturalną pracę. Zainteresowani wsparciem akcji powinni szukać szczegółów u instytucji odpowiedzialnych za ochronę brzegu morskiego na swoim odcinku wybrzeża — to najpewniejsze źródło aktualnych zasad i terminów naboru.