Rekordowy wzrost, ale wciąż poniżej oczekiwań
Wimbledon ogłosił, że tegoroczna łączna pula nagród wyniesie 64,2 miliona funtów — o 20 procent więcej niż rok wcześniej, gdy wynosiła 53,5 miliona funtów. Zwycięzcy turnieju w singlu kobiet i mężczyzn otrzymają po 3,6 miliona funtów (wobec 3 milionów rok temu). Pula nagród w eliminacjach wzrosła o 25 procent i sięga 6,2 miliona funtów. Organizatorzy z All England Lawn Tennis Club (AELTC) przedstawili tę podwyżkę jako historyczną.
Mimo to czołowi gracze obu tourów zareagowali z wyraźnym rozczarowaniem. W oświadczeniu wydanym w imieniu tenisistów ATP i WTA podkreślono, że ogłoszenie, choć przyjęte z uznaniem, „nie rozwiązuje strukturalnych problemów".
O co chodzi z procentami?
Sedno sporu leży w proporcjach, nie w liczbach bezwzględnych. Zawodnicy szacują, że przy obecnym poziomie podwyżki Wimbledon przeznacza na nagrody mniej niż 13 procent swoich przychodów — choć to szacunek graczy, a nie oficjalna liczba podana przez AELTC. Jako etap przejściowy gracze zaproponowali podniesienie tego wskaźnika do 16 procent (ok. 71,2 mln funtów), a docelowo domagają się 22 procent — standardu obowiązującego przy największych turniejach mieszanych ATP i WTA.
Protest w stylu 15 minut
Forma akcji jest przemyślana symbolicznie. Podczas Rolanda Garrosa zawodnicy ograniczyli kontakty z mediami do sesji trwających zaledwie 15 minut — tyle właśnie, ile procentowo przychodów trafia obecnie do graczy w postaci nagród. Na Wimbledonie planowana jest kontynuacja tego rodzaju działań: skrócone konferencje prasowe i demonstracyjna powściągliwość medialna. AELTC wyraziło rozczarowanie postawą zawodników, podkreślając, że dokonało znacznych inwestycji w infrastrukturę.
Szerszy kontekst: spór systemowy
Protesty na Wimbledonie to część szerszego kryzysu zarządzania profesjonalnym tenisem. Professional Tennis Players Association (PTPA) — organizacja założona m.in. przy udziale Novaka Djokovicia — wniosła osobne powództwa sądowe przeciwko organizatorom wielkoszlemowych turniejów, zarzucając im praktyki antykonkurencyjne i lekceważenie dobrostanu zawodników. Gracze domagają się nie tylko wyższego udziału w przychodach, lecz także konkretnych gwarancji socjalnych: funduszu zdrowotnego, systemu emerytalnego oraz wsparcia dla zawodniczek w trakcie urlopu macierzyńskiego.
Wimbledon 2026 zaczyna się więc w cieniu narastającego napięcia. Rekordowa pula nagród kupiła chwilowy spokój, lecz nie rozwiązała podstawowego pytania: kto naprawdę zarabia na największym turnieju trawiastym świata.



