Domowy weekend Red Bulla na torze w Spielbergu zaczął się od dramatu — i od rzadkiego w tym sporcie publicznego „przepraszamy" ze strony zespołu pod adresem własnego kierowcy.

Kraksa w Q3

Jak relacjonują Sportowe Fakty, Max Verstappen stracił kontrolę nad bolidem w trzeciej części sobotnich kwalifikacji do Grand Prix Austrii, walcząc o czołową pozycję startową. Auto nagle „uciekło" w szybkim zakręcie i uderzyło w bariery. Sam kierowca był zdezorientowany: opisywał, że gdy tylko skręcił kierownicą, samochód przestał reagować, a wcześniej na tym samym okrążeniu poczuł niepokojące zachowanie tylnej osi.

Winę bierze zespół

Po analizie danych przyczyna się wyjaśniła. Jak podaje Motorsport.com, bolid stracił docisk aerodynamiczny z tyłu — najprawdopodobniej wskutek uszkodzenia tylnego skrzydła. Szef zespołu przyznał, że dynamika zdarzenia była nietypowa, kierowca „nie miał żadnych szans, żeby się uratować", a Red Bull bierze pełną odpowiedzialność i przeprasza Verstappena. To rzadka sytuacja, gdy ekipa publicznie przypisuje błąd sobie, a nie kierowcy.

Skutki dla wyścigu

Kraksa zepchnęła Holendra na dalszą pozycję startową, podczas gdy o czołowe miejsca powalczyli kierowcy Mercedesa i Ferrari. Dla Verstappena oznacza to konieczność odrabiania strat już od pierwszego okrążenia niedzielnego wyścigu — zwłaszcza że Red Bull przywiózł na ten weekend pakiet usprawnień, których pełnego potencjału nie zdążył pokazać w kwalifikacjach.

Sezon pod presją

Wypadek wpisuje się w trudniejszy dla Red Bulla sezon, w którym zespół goni rywali. Niedzielny wyścig na Red Bull Ringu pokaże, czy mimo pechowych kwalifikacji Verstappen zdoła wrócić do walki o czołowe lokaty — i czy nowe rozwiązania techniczne dadzą bolidowi oczekiwane tempo.