Zaskakujący epizod z zaplecza bliskowschodniej dyplomacji: sojusznik ostrzega przeciwnika przed innym sojusznikiem. Chodziło o życie irańskich negocjatorów.

Ostrzeżenie przez pośredników

Jak podają The Washington Post i CNN, wiosną amerykańscy urzędnicy nabrali podejrzeń, że Izrael może chcieć zabić czołowych irańskich negocjatorów. Waszyngton poprosił państwa regionu, by ostrzegły Teheran. Chodziło o przewodniczącego irańskiego parlamentu Mohammada Baghera Ghalibafa, prowadzącego rozmowy z USA, oraz ministra spraw zagranicznych Abbasa Aragcziego — obu publicznych twarzy negocjacji.

Amerykanie obawiali się, że zamach na któregoś z nich wykoleiłby rozmowy i mógł wznowić otwarty konflikt.

Awaryjne lądowanie w Meszhedzie

Najbardziej dramatyczny moment nastąpił 12 kwietnia. Jak opisuje Arab News, Ghalibaf wracał wtedy do Teheranu z Islamabadu po rozmowach z wiceprezydentem USA JD Vance'em. Amerykanie przekazali stronie irańskiej, że dwa izraelskie myśliwce wleciały w irańską przestrzeń powietrzną od strony Iraku i mogą chcieć zaatakować samolot. Ostrzeżenie dotarło do maszyny, a Ghalibaf zamiast lecieć dalej wykonał awaryjne lądowanie w Meszhedzie.

Izrael zaprzecza

Biuro premiera Izraela stanowczo zdementowało doniesienia. W oświadczeniu opublikowanym w serwisie X nazwano opisujący sprawę artykuł „fake newsem” i „całkowitym zafałszowaniem rzeczywistości”.

Szerszy kontekst

Sprawa wpisuje się w napięcia po wojnie, która wybuchła 28 lutego wraz z izraelsko-amerykańskim atakiem, w którym zginął najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei. Po tygodniach walk doszło do rozejmu i pośrednich rozmów o trwalszym porozumieniu. Doniesienia o ostrzeżeniu pokazują różnicę interesów: Waszyngton dążył do dyplomatycznego wyjścia, podczas gdy Izrael pozostawał nastawiony bardziej konfrontacyjnie.

Dlaczego to ważne

To rzadki obraz pęknięcia między USA a Izraelem — Waszyngton chronił irańskich rozmówców, by ratować własną ścieżkę dyplomatyczną. Dla stabilności Bliskiego Wschodu, cen energii i bezpieczeństwa Europy los tych negocjacji ma realne znaczenie. Sprawa pokazuje też, jak kruchy jest rozejm, w którym jedna ze stron podejrzewa drugą o próby jego zerwania.