Ukraina znów sięgnęła daleko w głąb Rosji. Tym razem celem była infrastruktura naftowa w Petersburgu, setki kilometrów od linii frontu.

Nocne uderzenie

Jak podaje Bloomberg, w nocy z 3 na 4 lipca ukraińskie drony zaatakowały terminal naftowy w Petersburgu. Według gubernatora miasta Aleksandra Biegłowa bezzałogowce uderzyły w obiekt w dzielnicy Kirowskiej. Do ataków doszło też w pobliskim Kronsztadzie, gdzie eksplozje słychać było około godziny 6:30 rano.

Dym nad portem

Jak relacjonuje TVN24, w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania pokazujące kłęby czarnego dymu i ogień unoszące się nad portową częścią miasta. Rosyjskie władze lokalne przekazały, że skutki ataku usunięto, a w wyniku zdarzenia nikt nie ucierpiał. Tych informacji nie można niezależnie zweryfikować.

Potwierdzenie Kijowa

Jak podaje Kyiv Independent, atak potwierdził prezydent Wołodymyr Zełenski. To element szerszej ukraińskiej kampanii wymierzonej w rosyjską infrastrukturę naftową i energetyczną, która finansuje wojnę. W ostatnich miesiącach Kijów odpowiada w ten sposób na nasilone rosyjskie ataki rakietowe i dronowe na ukraińskie miasta.

Dlaczego to ważne

Uderzenie w Petersburg — daleko od frontu i blisko granicy z Finlandią, państwem NATO — pokazuje rosnący zasięg ukraińskich dronów dalekiego zasięgu. Ataki na rosyjską infrastrukturę naftową mają wymiar nie tylko militarny, ale i ekonomiczny: uderzają w źródło dochodów Kremla. Dla Rosji to sygnał, że nawet oddalone od frontu ośrodki nie są bezpieczne.