Ruszył najważniejszy wyścig kolarski sezonu. 113. edycja Tour de France rozpoczęła się 5 lipca w Barcelonie, a stawką jest nie tylko żółta koszulka, ale i miejsce w historii dyscypliny.

Nietypowy początek w Barcelonie

Tegoroczny wyścig wystartował w wyjątkowy sposób. Po raz pierwszy od 55 lat rywalizację otworzyła drużynowa jazda na czas, rozegrana ulicami Barcelony. To format, w którym liczy się zgranie całej ekipy, a nie tylko forma lidera, i który już na starcie może ustawić różnice w klasyfikacji generalnej.

Pogačar po piąte zwycięstwo

Największym faworytem jest Tadej Pogačar. Słoweniec jedzie po piąty triumf w Tour de France, a takie osiągnięcie postawiłoby go w gronie absolutnych legend kolarstwa. Do tej pory pięć wygranych w tym wyścigu zanotowali jedynie Jacques Anquetil, Eddy Merckx, Bernard Hinault i Miguel Induráin.

Trasa nie ułatwi mu zadania. Wyścig liczy ponad 3 tysiące kilometrów, a do pokonania jest ponad 54 tysiące metrów przewyższeń. W programie znalazło się osiem etapów górskich, cztery pagórkowate i siedem płaskich, a peleton zmierzy się między innymi z Pirenejami.

Vingegaard i pościg za Słoweńcem

Głównym rywalem Pogačara pozostaje Jonas Vingegaard. Duńczyk od kilku sezonów toczy z nim zaciętą rywalizację o dominację w wielkich tourach i nie zamierza łatwo oddać pola. To właśnie pojedynek tej dwójki ma być główną osią tegorocznego wyścigu.

Polskie akcenty

Nie zabraknie też polskich kibiców, którzy będą mieli kogo dopingować. W peletonie jedzie Michał Kwiatkowski, dla którego to już jedenasty start w Tour de France, co jest rekordem wśród Polaków. Barw biało-czerwonych broni również Kamil Gradek z ekipy Bahrain Victorious. Obaj będą przede wszystkim pracować na rzecz swoich drużyn, ale ich obecność w tak prestiżowym wyścigu to powód do dumy dla polskiego kolarstwa.

Przed kibicami trzy tygodnie ścigania, które zakończą się dopiero w drugiej połowie lipca. Jeśli Pogačar dowiezie formę do końca, może dołączyć do wąskiego grona kolarzy, o których mówi się, że przeszli do historii.