Sprzedaż jednej butelki wody kosztowała szczecińską pierogarnię 500 zł mandatu i wywołała ogólnopolską dyskusję o metodach skarbówki. Sprawę opisała „Rzeczpospolita".
Woda bez paragonu
Do zdarzenia doszło w Szczecinie, w lokalu, który zaledwie od trzech dni działał w nowym miejscu. Na kilka minut przed otwarciem do pierogarni weszła klientka i poprosiła o wodę. Pracownicy, chcąc być uprzejmi, sprzedali jej butelkę, mimo że kasa fiskalna nie była jeszcze uruchomiona, więc transakcji nie zarejestrowano paragonem.
Jak się okazało, kupująca była pracownicą Krajowej Administracji Skarbowej, a sam zakup miał charakter kontrolowany. Za brak paragonu na pięciozłotową wodę lokal otrzymał mandat w wysokości 500 zł.
Wpis, który wywołał burzę
Właściciele opisali całą sytuację 1 lipca na Facebooku. „Chcąc po prostu być uprzejmi, postanowiliśmy tę wodę sprzedać" – relacjonowali, dodając, że klientką okazała się pracownica skarbówki, a zakup był kontrolowany. Wpis szybko się rozszedł, a pod nim pojawiły się głównie komentarze krytyczne wobec urzędników. O sprawie informowały kolejne media, a dyskusja skupiła się na proporcji między pięciozłotową sprzedażą a pięćsetzłotową karą.
Reakcja szefa KAS
Na falę krytyki zareagował szef Krajowej Administracji Skarbowej Marcin Łoboda. W weekendowym oświadczeniu sprzeciwił się „wszelkim przejawom szykanowania, obrażania, pomawiania oraz publicznego atakowania funkcjonariuszy" i podkreślił, że „kontrole prowadzone przez Krajową Administrację Skarbową nie są prowokacjami". Wyraził też pełne wsparcie dla swoich pracowników.
Co istotne, w swoim stanowisku szef KAS nie zapowiedział zmian w procedurach kontroli ani wewnętrznego przeglądu sprawy, nie było też mowy o przeprosinach wobec lokalu. Spór dobrze pokazuje napięcie, które regularnie wraca w debacie publicznej: między obowiązkiem egzekwowania przepisów podatkowych a poczuciem, że kara bywa niewspółmierna do przewinienia, zwłaszcza gdy dotyka małego przedsiębiorcy na starcie.



