Tam, gdzie mogli być Polacy

Dla polskich kibiców każda wiadomość o sukcesach Szwecji na mundialu 2026 ma gorzki posmak. To właśnie Trzy Korony wyeliminowały Polskę w europejskich barażach, zamykając Biało-Czerwonym drogę na turniej rozgrywany w USA, Meksyku i Kanadzie. Teraz Szwedzi grają tam, gdzie mogła grać Polska.

Strefa kibica musiała się przeprowadzić

Najnowsza wiadomość zza północnej granicy Bałtyku dotyczy jednak nie boiska, lecz trybun — a właściwie tłumów przed telebimami. W Sztokholmie zainteresowanie wspólnym oglądaniem meczów reprezentacji okazało się tak duże, że organizatorzy musieli w pośpiechu zmienić lokalizację.

„Liczba chętnych przekroczyła wszelkie oczekiwania i analizy eventu, więc przenieśliśmy pozostałe” mecze na stadion olimpijski — powiedziała w telewizji SVT Emilie Bjuggren, odpowiadająca za organizację wydarzeń kibicowskich. Sztokholmski stadion olimpijski to jeden z większych obiektów w stolicy Szwecji, a decyzja o przeniesieniu pokazów to najlepszy dowód na to, że mundial stał się tam wydarzeniem masowym.

Festiwal nad Bałtykiem

Entuzjazm Szwedów ma swoje podstawy w wynikach. Po dwóch meczach fazy grupowej reprezentacja miała na koncie trzy punkty po zwycięstwie nad Tunezją, a w grupie rywalizowała m.in. z Holandią i Japonią. Bez względu na ostateczny bilans, sama atmosfera wokół drużyny pokazuje, jak bardzo udział w mundialu rozgrzewa nawet kraje o ugruntowanej piłkarskiej tradycji.

Polski kibic patrzy z boku

Dla polskiego odbiorcy to opowieść z gatunku „mogliśmy tam być my”. Reprezentacja prowadzona przez Jana Urbana nie pokonała barażowej przeszkody, a obraz tłumów świętujących na sztokholmskim stadionie tylko podkreśla skalę straconej szansy. Mundial bez Polski trwa — a tuż obok, za morzem, sąsiedzi bawią się tak, jak mogliby bawić się kibice nad Wisłą.