Złoto w Atlancie
Latem 1996 roku Polska z zapartym tchem oglądała, jak warszawski judoka Paweł Nastula sięga po olimpijskie złoto w Atlancie w kategorii do 95 kg. Finał rozstrzygnął błyskawicznie. Z dnia na dzień stał się jednym z najpopularniejszych sportowców w kraju.
To nie był przypadek. Nastula był wówczas u szczytu formy: mistrz świata, wielokrotny mistrz Europy i Polski, uznawany za jednego z najlepszych judoków na świecie. Jego nazwisko na lata weszło do panteonu polskiego sportu.
Życie po wielkiej macie
Po zakończeniu kariery olimpijskiej Nastula nie zniknął z widoku. Spróbował sił w mieszanych sztukach walki (MMA), występując w prestiżowych organizacjach — to był odważny, niełatwy rozdział, który ostatecznie zamknął w połowie poprzedniej dekady. Pojawiał się też poza sportem, m.in. w telewizyjnym „Tańcu z gwiazdami”, a przez kilka lat działał w samorządzie pod Warszawą.
Trener na Bielanach
Najważniejsze okazało się jednak judo. Nastula wrócił na matę jako trener — wraz z żoną od lat prowadzi klub na warszawskich Bielanach, gdzie ćwiczą dzieci i dorośli. „Wróciłem do wyczynowego judo ze stanowiskiem trenera” — mówi. Dziś pracuje m.in. z zawodniczką Aleksandrą Kowalewską, z myślą o jej olimpijskich startach.
Człowiek, który olimpijskie złoto wywalczył w niespełna półtorej minuty, codziennie z cierpliwością uczy najmłodszych pierwszego ukłonu na macie. Może właśnie w tym przejściu — od mistrza do nauczyciela — kryje się najciekawsza część jego historii.



