To historia, która brzmi jak bajka o szczęściu — i przypomina, że warto czasem przyjrzeć się temu, co inni wyrzucają.
Znalezisko przy śmietniku
Jak podaje Onet Kultura, para spacerująca w Walii zauważyła porzucone obok śmietnika oprawione obrazy z kotami. Zamiast je zignorować, zabrali je ze sobą — początkowo myśląc o nich raczej jako o sympatycznym drobiazgu niż o cennym dziele. Dopiero później okazało się, z czym naprawdę mają do czynienia.
Kim był „malarz kotów”
Obrazy wyszły spod ręki Louisa Waina — brytyjskiego artysty żyjącego na przełomie XIX i XX wieku, który zasłynął jako „malarz kotów". Wain rysował koty na wszelkie możliwe sposoby: ubrane, grające, tańczące, z ludzką mimiką, a w późniejszym okresie w coraz bardziej fantazyjnych, niemal psychodelicznych formach. Jego prace przez dekady zyskały status kolekcjonerski, a charakterystyczny styl rozpoznają miłośnicy sztuki na całym świecie.
Fortuna na aukcji
Gdy odkrywcy oddali znalezisko do wyceny, eksperci potwierdzili autentyczność dzieł, a te trafiły na aukcję. Łącznie obrazy sprzedały się za kwotę rzędu kilkunastu tysięcy funtów — czyli równowartość mniej więcej kilkudziesięciu tysięcy złotych (według doniesień zbliżoną do 80 tys. zł). Dla pary, która o mały włos minęłaby porzucone ramy, to spektakularny zwrot akcji.
Morał dla każdego
Takie historie wracają co jakiś czas — dzieła sztuki odnajdywane na pchlich targach, w piwnicach czy, jak tutaj, obok śmietnika. Ich morał jest zawsze podobny: wartość bywa ukryta tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy, a chwila uwagi potrafi się nieoczekiwanie opłacić. Dla fanów kotów i sztuki to dodatkowo miła opowieść o tym, że twórczość Louisa Waina wciąż potrafi zaskakiwać — nawet sto lat po powstaniu.



