Adaptacje Agathy Christie to dla streamingu pewny zakład: rozpoznawalne nazwisko, gotowa intryga, kostiumowy sznyt. Ale „Siedem zegarów” Netflixa pokazuje, że nawet z najlepszymi składnikami można ugotować danie bez smaku.
Gwiazdy, kostiumy, brak napięcia
Adaptacja oparta jest na powieści Christie z 1929 roku — klasycznej zagadce z angielskiego dworu, w której młoda arystokratka bierze śledztwo we własne ręce. Produkcja, jak opisuje felieton „Rzeczpospolitej”, dysponuje wszystkim, czego potrzeba: znanymi twarzami, dopracowanymi wnętrzami, cyfrowo odtworzonym Londynem lat dwudziestych. Brakuje jednej rzeczy — napięcia.
W oryginale Christie pisała swoją bohaterkę z przekorą i humorem; serial wygładza ją do gładkiej, fotogenicznej formy. Recenzenci, m.in. The Hollywood Reporter, chwalą wprawdzie aktorską energię odtwórczyni głównej roli, ale zgodnie wskazują na ten sam problem: zagadkę rozwiązuje się na długo przed finałem. A kryminał bez tajemnicy to już tylko kostiumowy dramat.
Gdy redaktorem zostaje algorytm
Felietonowa teza „Rzeczpospolitej” idzie dalej niż ocena jednego serialu. To diagnoza szerszego zjawiska: streaming coraz częściej produkuje treści „o zerowej toksyczności” — takie, które nie zrażą nikogo od Warszawy po São Paulo. Klasyczny kryminał Christie, z klasowym sarkazmem, moralną dwuznacznością i uprzedzeniami swojej epoki, zostaje w tym procesie oczyszczony, „uwspółcześniony” i pozbawiony tarcia, które dawało mu charakter.
Powieść przeżyje serial
Dla kontrastu wystarczy przypomnieć, że nawet nierówne kinowe adaptacje Christie z Kennethem Branaghiem czy ironiczne „Na noże” Riana Johnsona generowały emocje i rozmowy — bo ktoś podjął tam wyraźną decyzję artystyczną. Tego „Siedmiu zegarom” brakuje najbardziej.
Powieść Christie czyta się z przyjemnością niemal sto lat po premierze. Serial z 2026 roku obejrzy się jako „całkiem niezły” — komplement zbyt skromny, by go zapamiętać. Algorytm wie, co lubi przeciętny widz. Christie wiedziała, jak sprawić, by czytelnik nie odłożył książki przed drugą w nocy. To nie jest ta sama wiedza.



