Sztuczna inteligencja coraz śmielej sięga po głosy zmarłych artystów — najnowszy przykład dostarcza Netflix.

Głos, którego już nie ma

Jak podaje The Hollywood Reporter, w przygotowywanym reality show inspirowanym „Willym Wonką” narratorem będzie postać mówiąca głosem Gene'a Wildera — aktora, który zagrał Wonkę w kultowym filmie z 1971 roku. Głos ma zostać odtworzony przy pomocy sztucznej inteligencji. Wilder zmarł w 2016 roku w wieku 83 lat, po latach zmagań z chorobą Alzheimera.

Format ma być rywalizacją, w której uczestnicy „złotych biletów” mierzą się z wyzwaniami nawiązującymi do filmu i powieści Roalda Dahla.

Zgoda rodziny

Netflix nie działał wbrew woli bliskich aktora. Jak relacjonuje Variety, projekt uzyskał zgodę spadkobierców, a wdowa po aktorze wyraziła poparcie, podkreślając, że przedsięwzięcie ma celebrować ciepło i wyobraźnię, jakie Wilder wniósł do tej roli. Do odtworzenia głosu wykorzystano technologię firmy specjalizującej się w klonowaniu mowy.

Spór o granice

Mimo zgody rodziny projekt spotkał się z krytyką. Komentatorzy zwracają uwagę, że wykorzystywanie wizerunku i głosu nieżyjących gwiazd — nawet legalne i za zgodą bliskich — tworzy niebezpieczny precedens i bywa określane jako cyfrowe „ograbianie grobów”. Przypominane są wcześniejsze kontrowersje wokół cyfrowego przywracania zmarłych artystów.

W tle jest szerszy spór branży: podczas głośnego strajku w Hollywood ochrona aktorów przed cyfrowym powielaniem ich wizerunku była jednym z kluczowych postulatów. Krytycy pytają też, czy zamiast AI nie można było po prostu zatrudnić naśladowcy głosu — i również wynagrodzić rodzinę.

Dlaczego to ważne

Sprawa dobrze pokazuje, że technologia wyprzedza dziś normy etyczne i prawne. Z jednej strony mamy zgodę rodziny i deklarowany hołd dla zmarłego artysty; z drugiej — obawę, że takie decyzje staną się rutyną, a głosy i twarze nieżyjących ludzi zamienią się w łatwo dostępny „zasób” do komercyjnego wykorzystania. To dylemat, który wraz z rozwojem AI będzie wracał coraz częściej — także poza Hollywood.