Na kilka dni przed szczytem Sojuszu Północnoatlantyckiego jeden z jego wschodnich członków bije na alarm. Chodzi o pieniądze na obronę — i o jedność.

Ostrzeżenie przed szczytem w Ankarze

Jak podaje Onet, prezydent Litwy Gitanas Nausėda ostrzegł, że NATO grozi rozłam, jeśli część państw nie zwiększy wydatków obronnych do 5 proc. PKB. Wypowiedź padła 3 lipca, w przededniu szczytu Sojuszu zaplanowanego na 7–8 lipca w Ankarze.

Nausėda mówił o ryzyku podziału Sojuszu „na dwie, a nawet trzy części”, jeśli jedne kraje osiągną wysoki poziom wydatków, a inne pozostaną przy 2–2,5 proc. PKB. Jego zdaniem podważyłoby to solidarność i „ducha wspólnej obrony”.

Skąd cel 5 procent

Poziom 5 proc. PKB nie jest przypadkowy. Jak przypominają media, na ubiegłorocznym szczycie w Hadze niemal wszyscy sojusznicy — z wyjątkiem Hiszpanii — zgodzili się przeznaczać na obronność 5 proc. PKB do 2035 roku. To znaczący wzrost wobec dotychczasowego progu 2 proc. i realne obciążenie dla wielu budżetów.

Kontekst rozmów w Berlinie

Litewski prezydent formułował te obawy po spotkaniu w Berlinie z przywódcami krajów bałtyckich oraz kanclerzem Niemiec. Dla państw wschodniej flanki, sąsiadujących z Rosją, wysokie i równomierne wydatki obronne to nie kwestia prestiżu, lecz bezpieczeństwa.

Dlaczego to ważne

Dla Polski, kluczowego państwa wschodniej flanki NATO, spójność Sojuszu w sprawie wydatków ma bezpośrednie znaczenie. Podział na kraje „więcej” i „mniej” wydające mógłby osłabić wiarygodność wspólnej obrony — zwłaszcza w obliczu trwającej wojny w Ukrainie i rosyjskiego zagrożenia. Szczyt w Ankarze pokaże, czy sojusznikom uda się utrzymać jedność wokół nowego, ambitnego celu.