Paszport jak karta do zbierania punktów
Kiedyś z podróży przywoziło się pamiątki i opowieści. Dziś część podróżników wraca przede wszystkim z nowym państwem dopisanym do listy — i od razu aktualizuje swój ranking. Zjawisko „country counting", czyli systematyczne kolekcjonowanie odwiedzonych krajów, wyszło z niszy i stało się jednym z głośniejszych trendów wśród młodego pokolenia.
Mechanizm jest prosty: uczestnik wyznacza cel — najczęściej odwiedzenie wszystkich 193 państw uznanych przez ONZ — i konsekwentnie go realizuje, dokumentując każdy etap w sieci. Liczy się liczba, nie głębokość doświadczenia. Popularne wyzwania to „30 krajów przed trzydziestką" albo nowe państwo w każdym miesiącu.
Aplikacje i grywalizacja
Trend napędza cały ekosystem narzędzi. Powstały platformy zaprojektowane dla obieżyświatów — z licznikami państw, rankingami i systemami nagród rodem z gier. Użytkownicy zaznaczają odwiedzone kraje na interaktywnych mapach, generują statystyki i porównują wyniki ze znajomymi. Dla wielu sama aplikacja staje się równie ważna co wyjazd. Według doniesień rok 2025 przyniósł rekordową liczbę osób, które domknęły komplet państw ONZ.
Skąd popularność właśnie teraz
Odpowiedź w dużej mierze brzmi: Instagram i TikTok. Media społecznościowe zamieniły podróżowanie w treść — każdy wyjazd to potencjalny materiał, a wizyta w rzadko odwiedzanym państwie generuje większe zaangażowanie niż kolejna wycieczka do popularnego kurortu. Rozległa mapa odwiedzonych krajów stała się dla części pokolenia Z nowym znakiem statusu — bardziej demokratycznym niż drogie gadżety, ale równie czytelnym.
Dochodzi do tego wątek klimatyczny: niektórzy podróżnicy deklarują, że spieszą się z odwiedzeniem miejsc zagrożonych — topniejących lodowców czy niskich wysp — zanim staną się niedostępne.
Krytyka: turystyka „odhaczania"
Trend ma jednak coraz więcej krytyków. Najczęstszy zarzut to powierzchowność: jeśli celem jest samo przekroczenie granicy, kultura, historia i ludzie danego miejsca schodzą na drugi plan, stając się tłem do zdjęcia. Jak zauważają obserwatorzy, w pogoni za liczbą „umyka gdzieś to, co w podróżach najważniejsze — poznawanie nowych ludzi i kultur".
Poważniejsze zarzuty dotyczą skutków ubocznych. Kolekcjonerzy krajów kierują się ku miejscom dotąd omijanym przez masową turystykę — małym wyspom czy odległym społecznościom — gdzie nawet niewielki napływ przyjezdnych potrafi zaburzyć równowagę. Realizacja celu „wszystkie 193 kraje" wiąże się też z setkami lotów i ogromnym śladem węglowym.
Pytanie bez prostej odpowiedzi
Country counting wpisuje się w szerszy zwrot kulturowy: młode pokolenie szuka doświadczeń, które dają poczucie osiągnięcia i są widoczne dla innych. Czy podróż głęboka i podróż jako sport wyczynowy mogą ze sobą współistnieć? To pytanie, na które każdy kolekcjoner krajów musi odpowiedzieć sobie sam — najlepiej zanim doda kolejny znaczek do listy.



