Ukraińska stolica przeżyła jedną z najdłuższych i najbrutalniejszych nocy od początku pełnoskalowej wojny. Kilkanaście godzin alarmu, seria eksplozji i rosnący bilans ofiar.
Skala ataku
Jak podaje Rzeczpospolita, w nocy z 1 na 2 lipca Rosja wystrzeliła w kierunku Ukrainy blisko 570 środków napadu powietrznego — przede wszystkim 496 dronów, ale też rakiety różnych typów, w tym pociski manewrujące Kh-101 i Kalibr oraz balistyczne, a nawet hipersoniczne Zircony. Alarm w Kijowie trwał ponad jedenaście godzin.
Bilans ofiar
Według wstępnych danych w ataku zginęło co najmniej 18 osób, a około 90 zostało rannych. Bilans ma charakter wstępny i może się zmieniać w miarę przeszukiwania gruzów — część mediów podaje wyższe liczby ofiar śmiertelnych. To jeden z najkrwawszych ataków na samą stolicę w tej wojnie.
Uderzenie w cywilów
Rosyjskie pociski i drony spadły na około 30 lokalizacji w mieście. Ucierpiały przede wszystkim budynki mieszkalne — uszkodzone zostały bloki, a także domy jednorodzinne. Zniszczenia objęły wiele dzielnic, m.in. Darnicki, Świętoszyński, Obołoński czy Peczerski. Ostrzał uszkodził również stację pogotowia ratunkowego, gdzie rannych zostało pięcioro pracowników medycznych.
Reakcje
W reakcji na atak w pobliżu granicy Polska poderwała myśliwce — nie odnotowano jednak naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Prezydent Wołodymyr Zełenski, przebywający z wizytą w Irlandii, zapowiedział natychmiastowy powrót do kraju i ponowił apel do zachodnich partnerów o szybsze wsparcie, zwłaszcza w zakresie obrony powietrznej.
Moskwa przedstawiła bombardowanie jako „odwet” za ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę. To retoryka, którą Kreml stosuje regularnie, by uzasadniać uderzenia w cele w głębi Ukrainy.
Dlaczego to ważne
Skala nocnego ataku — setki dronów i rakiet naraz — pokazuje, że Rosja utrzymuje strategię wyniszczających uderzeń w miasta, wymierzonych w dużej mierze w ludność cywilną. Dla Polski i wschodniej flanki NATO każdy taki atak w pobliżu granicy oznacza stan podwyższonej gotowości. Rosnący bilans ofiar w Kijowie to również przypomnienie, że mimo dyplomatycznych deklaracji wojna wciąż zbiera śmiertelne żniwo.



