Faworyt był o krok od kompromitacji, ale w decydującym momencie zameldował się kapitan.

Dramatyczny przebieg

Jak podaje Rzeczpospolita, w meczu 1/8 finału mistrzostw świata Anglia pokonała DR Konga 2:1. Przebieg spotkania długo był jednak dla Anglików fatalny — już w 7. minucie prowadzenie rywalom dał Brian Cipenga, a faworyt grał poniżej oczekiwań i zmierzał ku sensacyjnej porażce.

Kane w roli bohatera

Punkt zwrotny przyszedł w końcówce. W 75. minucie Harry Kane trafił głową, a w 86. minucie dołożył gola strzałem w górny róg, przesądzając o zwycięstwie i awansie Anglii do dalszej fazy turnieju. To klasyczny przykład kapitana, który bierze odpowiedzialność wtedy, gdy drużyna najbardziej tego potrzebuje.

Cień Gary'ego Linekera

Rzeczpospolita przywołuje historyczną analogię: dokładnie 1 lipca 1990 roku Anglia przegrywała 2:1 aż do 83. minuty, gdy dwoma golami (w tym jednym w dogrywce) uratował ją Gary Lineker. Tym razem w tę rolę „wybawcy” wcielił się Kane. Co więcej — jak zaznacza gazeta — kapitan przewyższył już mundialowy dorobek Linekera: ma 13 goli na mistrzostwach świata, podczas gdy legendarny napastnik zdobył ich 10.

Co dalej

W kolejnej rundzie Anglię czeka mecz z Meksykiem — jednym z gospodarzy turnieju, który może liczyć na gorący doping własnej publiczności. To będzie znacznie trudniejszy sprawdzian niż potyczka z DR Konga.

Dla Anglii, od lat uchodzącej za drużynę „niespełnionych nadziei” na wielkich turniejach, awans wywalczony w bólach może być zarówno ostrzeżeniem (słaba gra), jak i dobrym prognostykiem (potrafią wygrywać mecze, w których nie grają dobrze). Wiele będzie zależeć od formy Kane'a, który po raz kolejny pokazał, że w kluczowych momentach można na nim polegać.