Wieczorem 25 czerwca w szklarni Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego rozwarł się jeden z najbardziej niezwykłych kwiatostanów świata — dziwidło olbrzymie (Amorphophallus titanum), zwane też kwiatem trupim. Ogród pozostał otwarty przez całą noc, a kolejka odwiedzających sięgała kilkuset metrów. Dla Wrocławia to wydarzenie bez precedensu: roślina zakwitła tu po raz pierwszy.
Trzeci raz w Polsce
Dziwidło olbrzymie kwitnie w Polsce wyjątkowo rzadko. Dotąd udało się to dwukrotnie w Ogrodzie Botanicznym w Warszawie — w 2021 i 2025 roku. Wrocławski okaz to dopiero trzeci taki przypadek w historii krajowej botaniki, a pierwszy poza stolicą. Nic dziwnego, że mimo trwającej fali upałów pod szklarnię ciągnęły tłumy, a część odwiedzających czekała w kolejce nawet do późnej nocy.
Roślina, która udaje padlinę
Skąd takie zainteresowanie kwiatem? Dziwidło olbrzymie pochodzi z lasów deszczowych indonezyjskiej Sumatry i wytwarza największy znany nierozgałęziony kwiatostan wśród roślin kwitnących. Rekordowy okaz, odnotowany w 2024 roku w belgijskim ogrodzie w Meise, osiągnął ponad trzy metry wysokości (Wikipedia).
Najbardziej znana jest jednak nie z rozmiarów, lecz z zapachu. Kwiatostan wydziela mieszaninę lotnych związków imitujących woń rozkładającego się ciała — w ten sposób wabi owady żywiące się padliną, które pełnią rolę zapylaczy. Fetor potrafi być wyczuwalny z dużej odległości. „Kwiatostan udaje padlinę. To niezwykła umiejętność tego kwiatu" — tłumaczył w rozmowie z RMF FM prof. Zygmunt Kącki, dyrektor wrocławskiego ogrodu.
Okno liczone w godzinach
To, co czyni dziwidło tak pożądaną atrakcją, to ulotność jego kwitnienia. Od posadzenia do pierwszego rozkwitu roślina rośnie nawet kilka–kilkanaście lat, gromadząc zapasy w ogromnej bulwie, a potem kwitnie zaledwie przez jedną–dwie doby, by ponownie zniknąć na kolejne lata. Pełnia trwa tak krótko, że ogrody na całym świecie uruchamiają z tej okazji transmisje na żywo, a odwiedzający przychodzą o świcie, byle zdążyć.
We Wrocławiu pracownicy ogrodu wykorzystali ten moment również naukowo: pyłek rośliny zabezpieczono metodą krioprezerwacji, zanurzając go w ciekłym azocie, by w przyszłości mógł posłużyć do zapylania kolejnych okazów. Botaniczna sensacja przypomniała przy okazji, że są doznania, których żaden ekran nie odda — bo zapachu nie da się streamować.



