Po bolesnej porażce 2:4 z Anglią w meczu otwarcia Chorwacja nie miała już prawa do błędu. W drugiej kolejce grupy L na BMO Field w Toronto podopieczni Zlatka Daliča stanęli przed zadaniem, które na papierze wydawało się prostsze, ale w praktyce okazało się znacznie bardziej wymagające. Panama, choć przegrała pierwsze spotkanie 0:1 z Ghaną, postawiła faworytom twarde warunki.

Długie poszukiwanie przewagi

Przez pierwszą godzinę gry obraz meczu był jednostronny pod względem posiadania piłki — Chorwaci kontrolowali środek pola i mieli blisko 60 proc. posiadania (ESPN). Problemem była jednak skuteczność w polu karnym. Dobrze zorganizowana defensywa Panamy długo nie pozwalała „Vatrenim" na czyste sytuacje, a gra reprezentacji prowadzonej na boisku przez Lukę Modricia raziła nieprecyzyjnością w ostatniej fazie akcji.

Najwyraźniej pokazała to zmarnowana okazja relacjonowana przez TVP Sport — Mario Pašalić znalazł się w doskonałej pozycji, lecz fatalnie wykończył dobrze rozegraną akcję, nie trafiając w bramkę rywali. W tamtym momencie wydawało się, że Chorwacja może mieć poważny kłopot z przełamaniem defensywy środkowoamerykańskiej drużyny.

Budimir przesądza losy meczu

Przełom nadszedł w 54. minucie. Chorwaci przeprowadzili szybką akcję prawą stroną, a po dośrodkowaniu wzdłuż bramki na dalszym słupku czekał już Ante Budimir, który bezlitośnie wykończył całą sytuację i wpakował piłkę do siatki.

To była bramka, która ostatecznie przesądziła o trzech punktach. W końcowych fragmentach Panama próbowała szukać wyrównania, ale czujny w bramce Dominik Livaković kilkukrotnie interweniował, zachowując czyste konto (Outlook India). Spotkanie zakończyło się skromnym, lecz cennym zwycięstwem Chorwacji 1:0.

Co to oznacza dla grupy L

Komplet punktów diametralnie zmienia sytuację Chorwacji. Po wpadce z Anglią „Vatreni" wracają do gry o fazę pucharową i przed ostatnią kolejką mają realną szansę na awans. Dla Panamy oznacza to z kolei drugą porażkę i bardzo trudne położenie — dwie przegrane w grupie pozostawiają reprezentacji Środkowej Ameryki minimalne szanse na dalszą grę.

Dla Daliča to także sygnał, że jego drużyna potrafi wygrywać mecze „o wszystko" nawet wtedy, gdy gra nie układa się po jej myśli. A nazwisko Budimira — który wszedł w rolę bohatera — z pewnością zostanie zapamiętane w tej fazie mundialu.