Czasem najmilsze historie mundialu dzieją się poza boiskiem. Podczas tegorocznych mistrzostw świata, które po raz pierwszy goszczą w USA, Kanadzie i Meksyku, brytyjski prezenter telewizyjny Jeremy Clarkson sprawił, że dla dwóch przypadkowych kibiców 23 czerwca 2026 roku stał się dniem, którego długo nie zapomną.
Dwa bilety i jedno pytanie w sieci
Clarkson, znany z motoryzacyjnych programów i serialu o swojej farmie, wybierał się na mecz fazy grupowej Anglia – Ghana na Gillette Stadium w Foxborough pod Bostonem. Okazało się jednak, że w jego rękach zostały dwie wolne wejściówki. Zamiast je odsprzedać, prezenter postanowił podarować je kibicom. „Mam dwa bilety na dzisiejszy mecz Anglii w Bostonie. Ktoś chętny?" — napisał wprost na swoim profilu w serwisie X kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem.
Wpis błyskawicznie obiegł sieć. Nic dziwnego — popyt na bilety wystrzelił po efektownym otwarciu turnieju przez reprezentację Anglii, a ceny na rynku wtórnym mocno poszły w górę. W takich okolicznościach darmowe wejściówki na mundial brzmiały jak spełnienie marzeń.
Dlaczego oddał wejściówki
Według relacji portalu Sportowe Fakty Clarkson początkowo miał miejsca w sektorze bez zadaszenia. Gdy nad Foxborough zawisły deszczowe chmury, prezenter przeniósł się do krytej loży — a dwa pierwotne bilety zostały wolne. Zamiast pozwolić, by przepadły, gwiazdor TV postanowił sprawić komuś radość i przekazał je dwóm angielskim kibicom przebywającym w mieście.
Mundial pełen dobrych gestów
Niezależnie od kulis, to właśnie takie gesty budują wyjątkową atmosferę wielkich turniejów. Na trybunach Gillette Stadium zasiadło ponad 63 tysiące widzów (Gillette Stadium), ale dla dwóch z nich ten mecz miał smak czegoś więcej niż tylko futbolu. Historia Clarksona wpisuje się w szerszą falę przyjaznych kibicom akcji towarzyszących turniejowi 2026 — i pokazuje, że czasem wystarczy jeden krótki wpis, by dwóm nieznajomym podarować mundialowe wspomnienie na całe życie.



