Kolorowe, przypominające balony organizmy potrafią zepsuć plażowanie na długo. Jak informuje Onet, bełtwy festonowe masowo pojawiają się na amerykańskich plażach, a władze wydają ostrzeżenia dla wypoczywających.
To nie meduza
Choć potocznie mówi się o nich „meduzy”, bełtwa festonowa (Physalia physalis) meduzą nie jest. To tak zwana rurkopławy, czyli, jak wyjaśnia amerykańska agencja NOAA, nie pojedynczy organizm, lecz kolonia wyspecjalizowanych osobników zwanych polipami, które nie potrafią żyć osobno.
W takiej kolonii różne części pełnią różne funkcje: jedne odpowiadają za unoszenie się na wodzie, inne za chwytanie zdobyczy, jeszcze inne za trawienie i rozmnażanie. Razem tworzą coś, co wygląda i zachowuje się jak jedno zwierzę.
Żagiel i długie czułki
Charakterystyczny jest wypełniony gazem pęcherz, który unosi się nad powierzchnią wody niczym mały, przezroczysto-niebieski żagiel. To właśnie od skojarzenia z dawnymi okrętami wojennymi wzięła się angielska nazwa „Portuguese man o' war”, a polski „żaglik” nawiązuje do tego samego obrazu.
Pod pęcherzem zwisają długie czułki, które według NOAA mogą sięgać nawet kilkunastu metrów. To one są najgroźniejsze, bo pokryte są mikroskopijnymi komórkami parzydełkowymi z jadem służącym do porażania drobnych zwierząt.
Groźne nawet po śmierci
Najbardziej podstępna cecha bełtw festonowych polega na tym, że pozostają niebezpieczne również po wyrzuceniu na brzeg. Komórki parzydełkowe potrafią zadziałać jeszcze długo po śmierci organizmu, dlatego leżący na piasku „balonik” wciąż może poparzyć osobę, która go dotknie.
To dlatego służby apelują, by nie brać takich znalezisk do ręki i pilnować, żeby nie dotykały ich dzieci ani zwierzęta. Ciekawość bywa w tym przypadku bolesna.
Jak reagować przy poparzeniu
Poparzenie bełtwą jest silnie bolesne, choć u zdrowych osób rzadko bywa groźne dla życia. Zalecane postępowanie to ostrożne usunięcie resztek czułków bez pocierania skóry oraz przemycie miejsca i zanurzenie go w ciepłej wodzie, co pomaga złagodzić działanie jadu.
Odradza się natomiast domowe „metody”, takie jak polewanie rany moczem, bo nie pomagają, a mogą zaszkodzić. Przy objawach ogólnych, na przykład trudności z oddychaniem, konieczna jest pomoc medyczna, zwłaszcza u osób uczulonych.
Bełtwy festonowe nie są nowością w oceanach, ale ich masowe pojawianie się przy plażach potrafi zaskoczyć. Najlepszą ochroną pozostaje ostrożność i respektowanie ostrzeżeń wywieszanych przez służby.



