Spór o to, od jakich zarobków fiskus zabiera więcej, wraca na polityczną agendę. Jak informuje Bankier.pl, Polska 2050 proponuje podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 do 140 tysięcy złotych, a minister finansów nie zamyka drzwi przed tym pomysłem.
Jak działa dziś drugi próg
Polski PIT rozliczany według skali ma dwie stawki. Dochód do 120 tysięcy złotych rocznie objęty jest stawką 12 procent, pomniejszoną o kwotę zmniejszającą podatek w wysokości 3600 złotych. Wszystko, co przekracza tę granicę, wpada w drugi próg i jest opodatkowane stawką 32 procent.
W praktyce oznacza to, że każda złotówka zarobiona ponad 120 tysięcy jest obciążona niemal trzykrotnie wyższą stawką niż dochód poniżej progu. Granica nie była podnoszona od lat, więc z każdym rokiem i każdą podwyżką wynagrodzeń wpada w nią coraz więcej osób.
Propozycja i kto za nią stoi
Polska 2050 chce przesunąć próg do 140 tysięcy złotych, pozostawiając same stawki bez zmian. Jak podaje Bankier.pl, inicjatywę popiera prezydent Karol Nawrocki, który opowiedział się za nią w kwietniu i wcześniej sam składał podobny projekt.
To zbliża do siebie środowiska, które na co dzień rzadko mówią jednym głosem. Podniesienie progu jest bowiem hasłem wygodnym politycznie: trudno przeciw niemu protestować, bo bezpośrednio dotyka portfeli pracujących specjalistów, menedżerów i przedsiębiorców rozliczających się według skali.
Ostrożny minister
Kluczowe jest stanowisko resortu finansów. Minister Andrzej Domański, cytowany przez Bankier.pl, nie kwestionował merytorycznych argumentów za zmianą, ale zaznaczył, że jest to decyzja polityczna. To sygnał, że pomysł nie zostaje odrzucony, lecz przesunięty na poziom uzgodnień wewnątrz koalicji rządzącej.
Głośniej wypowiada się Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. W rozmowie z RMF FM oceniła, że brak zmian w tej sprawie byłby dużym błędem, i wezwała koalicję do odwagi w polityce podatkowej.
Ile to znaczy dla podatnika i skąd pieniądze
Według szacunków przytoczonych przez Bankier.pl, przesunięcie progu dałoby osobie o wyższych dochodach około 2600 złotych oszczędności rocznie. Dla budżetu to jednak wydatek, który trzeba czymś zrównoważyć.
Autorzy propozycji wskazują możliwe źródła finansowania: mocniejsze opodatkowanie wielkich zagranicznych koncernów technologicznych i banków oraz podwyżkę akcyzy na alkohol. To na razie kierunki, a nie gotowy rachunek.
Nie padł też konkretny termin ewentualnego wejścia zmian w życie. Na dziś jest to więc realna propozycja z politycznym poparciem, ale bez harmonogramu, który przesądzałby, kiedy podatnicy mieliby odczuć różnicę.



