Cztery daty w amerykańskim kalendarzu znaczą więcej niż wszystkie inne, a 4 lipca 1776 roku stoi na ich czele. Właśnie mija 250 lat od dnia, w którym Kongres Kontynentalny przyjął Deklarację Niepodległości i wypowiedział posłuszeństwo brytyjskiej koronie. Okrągła rocznica zamieniła weekend w największy patriotyczny spektakl w dziejach kraju — barwny, hałaśliwy i, jak na dzisiejszą Amerykę przystało, głęboko podzielony.
Rekord świata nad Potomakiem
Sercem obchodów jest Waszyngton. Wzdłuż National Mall, między pomnikami założycieli narodu, od 25 czerwca do 10 lipca rozłożył się Great American State Fair — szesnastodniowy festyn z pawilonami reprezentującymi wszystkie stany i terytoria, scenami koncertowymi, karuzelami, diabelskim młynem i pokazami rodeo.
Kulminacją ma być wieczorny pokaz sztucznych ogni, reklamowany jako największy w historii świata. Według wyliczeń „Washington Post" w szczytowym momencie nad stolicą ma eksplodować średnio 354 fajerwerki na sekundę, a łącznie w powietrze pójdzie ponad 4250 funtów materiału pirotechnicznego na minutę. Ładunki będą odpalane nie tylko z National Mall, lecz także z West Potomac Park i z ośmiu barek zacumowanych na rzece Potomak. Organizatorzy z Freedom 250 liczą, że dwunastogodzinne widowisko na błoniach przy Pomniku Waszyngtona zgromadzi ponad milion ludzi.
Trump u stóp czterech prezydentów
Drugą sceną wielkiego dnia jest Mount Rushmore w Dakocie Południowej. To właśnie tam, u stóp wykutych w granicie twarzy czterech prezydentów, wieczorem przemówi Donald Trump — również przed pokazem fajerwerków. Jak podaje NBC News, prezydenta mają przedstawić republikański gubernator stanu Larry Rhoden oraz sekretarz spraw wewnętrznych Doug Burgum. Trump zapowiedział „naprawdę długie" wystąpienie — mimo prognoz mówiących o ekstremalnym upale.
Wybór miejsca nie jest przypadkowy. Trump wracał już pod Mount Rushmore na Święto Niepodległości w 2020 roku, gdy przywrócono tam pokazy pirotechniczne po latach przerwy. Monument od dawna funkcjonuje jako jego ulubiona patriotyczna dekoracja.
Upał psuje święto
Nad rozmachem obchodów zawisło jednak realne zagrożenie — pogoda. Fala upałów zmusiła organizatorów w całym kraju do zmian: Filadelfia odwołała paradę, a Great American State Fair na National Mall został w piątek po południu tymczasowo zamknięty. Jak relacjonuje NBC News, ludzie stali jeszcze w kolejce do diabelskiego młyna, gdy padła decyzja o przerwie; festyn miał wznowić działanie dopiero po godzinie 17.
W Nowym Jorku obchody przybrały mniej oczywistą formę. Jak podaje TVN24, po raz pierwszy w historii kryształowa kula na Times Square zjechała w dół nie w sylwestra, lecz z okazji Święta Niepodległości — i to aż osiem razy, po jednym opuszczeniu dla każdej amerykańskiej strefy czasowej.
Święto, które dzieli
Za fasadą fajerwerków kryje się polityczne napięcie. Kilka stanów rządzonych przez demokratów odmówiło udziału w waszyngtońskim festynie. Rzecznik gubernator Oregonu tłumaczył, że stan wycofał się ze względu na wysokie koszty uczestnictwa oraz „rosnące obawy, że impreza nabiera bardziej partyjnego charakteru" — cytuje TVN24. Krytycy zarzucają administracji, że centralne obchody, które z założenia miały jednoczyć Amerykanów ponad podziałami, coraz mocniej splatają się z osobą prezydenta.
Symbolem tego napięcia stała się nawet organizacja obchodów pod Mount Rushmore: wśród przygotowań przewidziano wydzieloną „strefę pierwszej poprawki" dla demonstrantów, którzy zamierzają protestować podczas wizyty Trumpa.
Ćwierć wieku po hucznej dwustuletniej rocznicy z 1976 roku Ameryka znów świętuje z rozmachem, na jaki mało kogo stać. Pytanie, które zostanie po opadnięciu dymu, jest jednak inne niż pół wieku temu: czy wspólne fajerwerki potrafią jeszcze scalić naród, który na co dzień mówi dwoma różnymi językami.



