Dwa żądania i konkretny termin
Wołodymyr Zełenski postawił Białorusi ultimatum z siedmiodniowym terminem, który upływa w piątek. Żądania prezydenta Ukrainy są dwa. Po pierwsze — usunięcie retransmiterów rozmieszczonych wzdłuż granicy białorusko-ukraińskiej, które, według Kijowa, pomagają korygować rosyjskie ataki dronami na cele cywilne. Po drugie — wstrzymanie dostaw paliwa z białoruskich rafinerii do Rosji.
Retransmitery to urządzenia wzmacniające i przekazujące sygnał, dzięki którym rosyjskie drony uderzeniowe mogą być precyzyjniej naprowadzane na większym dystansie. Strona ukraińska twierdzi, że sprzęt działa po białoruskiej stronie granicy, choć Mińsk nigdy oficjalnie tego nie potwierdził.
„Jeżeli on tego nie zrobi, to my zrobimy”
Determinację Kijowa Zełenski podsumował krótko: „Jeżeli on tego nie zrobi, to my zrobimy” — dając do zrozumienia, że Ukraina jest gotowa samodzielnie zneutralizować urządzenia, jeśli Białoruś tego nie uczyni.
Reakcja Alaksandra Łukaszenki była ostrożna i — przynajmniej częściowo — pojednawcza. Białoruski przywódca miał przeprosić za wcześniejsze groźby. Następnie wyjechał w „długą podróż służbową” do Rosji, co obserwatorzy odczytali jako próbę zyskania na czasie. Zapewnienia o bezpieczeństwie przekazał też gubernator obwodu homelskiego.
Retransmitery wyłączone, Mińsk milczy
W środę nastąpił przełom. Zełenski poinformował, że znajdujące się na Białorusi retransmitery przestały działać. Białoruskie władze nie potwierdziły jednak oficjalnie ani wyłączenia urządzeń, ani nawet ich istnienia. Nie wiadomo zatem, czy sprzęt zdezaktywowano decyzją Mińska, czy w inny sposób.
Co dalej
Nawet jeśli kwestia retransmiterów rzeczywiście została rozwiązana, drugie żądanie Kijowa — wstrzymanie dostaw paliwa do Rosji — pozostaje bez odpowiedzi. To oznacza, że napięcie między Ukrainą a Białorusią nie musi zniknąć wraz z upływem piątkowego terminu.
Cała sprawa pokazuje szerszą tendencję: po latach wojny Ukraina coraz śmielej wywiera presję na państwa, które — formalnie nieuczestniczące w walkach — ułatwiają rosyjskie operacje. Białoruś od początku pełnoskalowej inwazji pozostaje najbliższym sojusznikiem Moskwy.



