Bilans katastrofy w Wenezueli rośnie z każdą godziną. To, co zaczęło się jako wiadomość o silnym wstrząsie, przerodziło się w jedną z największych tragedii humanitarnych w historii kraju.

Dwa wstrząsy, jedna katastrofa

Do trzęsienia doszło 24 czerwca: w krótkim odstępie czasu region nawiedziły dwa potężne wstrząsy, z epicentrum w zachodniej części kraju, na niewielkiej głębokości — co spotęgowało zniszczenia. Według danych przytaczanych przez Onet liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych wzrosła do około 1430, a rannych jest ponad 3200 osób.

Caracas i wybrzeże w gruzach

Najciężej ucierpiały stolica Caracas oraz miejscowości na wybrzeżu. Zawaliły się dziesiątki budynków mieszkalnych, w tym wieżowce; szpitale zapełniły się rannymi tak szybko, że w części placówek pomocy udzielano poza budynkami. Agencje ONZ szacują, że skutki kataklizmu mogą dotknąć nawet kilka milionów Wenezuelczyków. Wielu ocalałych boi się wracać do osłabionych konstrukcji w obawie przed wstrząsami wtórnymi.

Spór o liczbę zaginionych

Kwestią budzącą największe obawy pozostaje liczba zaginionych. Organizacje pozarządowe i media mówią o ponad 50 tysiącach osób, podczas gdy władze w Caracas utrzymują, że chodzi o znacznie mniejszą skalę. Ta rozbieżność — trudna dziś do rozstrzygnięcia — pokazuje chaos informacyjny towarzyszący katastrofie. Rzeczywisty bilans ofiar może być wyższy niż dane rejestrowane w szpitalach.

Ratownicy walczą z czasem

Do Wenezueli przybyły zagraniczne ekipy ratunkowe z kilkunastu krajów, które wraz z lokalnymi służbami przeszukują gruzowiska. Operację utrudnia kilka czynników: część dróg dojazdowych jest nieprzejezdna, a wprowadzone przez władze ograniczenia w mediach społecznościowych — jak wskazują organizacje pomocowe — komplikują rodzinom zgłaszanie zaginionych i koordynację poszukiwań. Kolejne godziny są kluczowe dla szans na odnalezienie żywych pod gruzami.