Wenecja od lat dusi się od turystów. Tysiące przyjezdnych, którzy wpadają na kilka godzin, robią zdjęcie na moście Rialto i odjeżdżają, nie zostawiając w mieście prawie nic poza tłokiem i śmieciami. Nowy burmistrz miasta postanowił uderzyć w nich po kieszeni — i to mocno.

Skąd pomysł na 50 euro

Simone Venturini, który w maju 2026 roku wygrał wybory już w pierwszej turze, zaproponował podniesienie opłaty wjazdowej do 50 euro za jednodniowy pobyt w wybrane, najbardziej oblegane dni. W jego planie stawka miałaby wzrastać do 30–50 euro dopiero wtedy, gdy liczba odwiedzających przekroczy wyznaczone limity. Venturini nazwał opłatę jednym ze skutecznych narzędzi do kontrolowania dziennego napływu gości.

Trzeba to powiedzieć jasno: 50 euro to na razie propozycja, a nie obowiązujące prawo. Burmistrz sam nie może wprowadzić takiej kwoty — opłatę ustanowiono miejscową uchwałą, ale jej górny limit określa ustawa krajowa. Venturini zapowiedział więc rozmowy z ministerstwami w Rzymie i będzie musiał poprosić rząd o zgodę na podwyżkę. Bez niej pomysł pozostanie hasłem.

Ile naprawdę kosztuje dziś wejście

Obecny system opłaty (tzw. contributo di accesso) działa od 2024 roku jako pilotaż. W 2026 roku, który jest trzecim i ostatnim rokiem testowym, opłata obowiązuje przez 60 wybranych dni między kwietniem a lipcem, w godzinach od 8:30 do 16:00.

Stawki są dziś znacznie niższe niż w głośnej propozycji: 5 euro, jeśli turysta zarezerwuje wejście z wyprzedzeniem, oraz 10 euro w przypadku rezerwacji last minute. Opłata dotyczy wyłącznie odwiedzających na jeden dzień — goście nocujący w hotelach, którzy płacą lokalną taksę klimatyczną, są z niej zwolnieni, podobnie jak mieszkańcy regionu, dzieci i część innych grup. Problem w tym, że — jak przyznają sami urzędnicy — obecne 5 i 10 euro praktycznie nikogo nie odstrasza.

Pieniądze płyną, ale spór trwa

System przynosi coraz większe wpływy — według danych przytaczanych przez media liczone już w milionach euro rocznie. Pomysł podwyżki cieszy branżę hotelarską, która widzi w nim narzędzie zniechęcania jednodniowych wycieczek. Nie brakuje jednak krytyków: w debacie publicznej pojawiają się zarówno głosy nazywające samą koncepcję biletu wstępu do miasta „barbarzyńską", jak i wątpliwości prawne, czy tak wysoka opłata jak 50 euro byłaby zgodna z konstytucją.

Wenecja jako symbol

Spór o weneckie 50 euro to znacznie więcej niż lokalna awantura o cennik. Miasto stało się symbolem walki z overtourismem — zjawiskiem, które dotyka też Barcelony, Amsterdamu czy Dubrownika. Pytanie, na które Wenecja próbuje odpowiedzieć jako jedna z pierwszych, brzmi: czy da się „wycenić" prawo wstępu do żywego miasta tak, by chronić jego mieszkańców, nie zamieniając go w płatny skansen. Odpowiedź — i ewentualne 50 euro — zależy teraz od decyzji w Rzymie.