Spór o to, kto w Stanach Zjednoczonych decyduje o użyciu armii — prezydent czy Kongres — ponownie podzielił amerykańską scenę polityczną. Senat przyjął rezolucję wzywającą Donalda Trumpa do wycofania amerykańskich sił z działań zbrojnych przeciwko Iranowi, o ile nie uzyska na nie wyraźnej zgody parlamentu (Rzeczpospolita).
Wynik głosowania
W głosowaniu, które odbyło się we wtorek, rezolucja przeszła stosunkiem głosów 50 do 48. Podstawą inicjatywy jest ustawa o uprawnieniach wojennych (War Powers Resolution) z 1973 roku, która ma zmuszać prezydenta do wycofania żołnierzy z działań zbrojnych albo do uzyskania mandatu Kongresu na ich kontynuowanie.
O wyniku przesądziła postawa części republikanów. Wbrew stanowisku Białego Domu za rezolucją zagłosowało czworo senatorów Partii Republikańskiej: Bill Cassidy, Susan Collins, Lisa Murkowski oraz Rand Paul. W drugą stronę wyłamał się natomiast demokratyczny senator John Fetterman, który poparł linię prezydenta. Dwóch republikańskich senatorów nie wzięło udziału w głosowaniu.
Wcześniej Izba Reprezentantów
To nie pierwszy raz, gdy Kongres próbuje ograniczyć swobodę prezydenta w sprawie Iranu. Na początku czerwca równoległą rezolucję przyjęła Izba Reprezentantów — tam wynik wyniósł 215 do 208, a po stronie Demokratów opowiedziało się czterech republikanów. Obie izby wysłały więc Białemu Domowi ten sam sygnał: rosnąca część Kongresu, w tym pojedynczy przedstawiciele obozu prezydenta, chce odzyskać kontrolę nad decyzjami o zaangażowaniu militarnym.
Co to oznacza
Przyjęcie rezolucji jest przede wszystkim politycznym wotum nieufności wobec sposobu, w jaki administracja prowadzi konfrontację z Teheranem. Tego typu rezolucje bywają jednak przedmiotem prezydenckiego weta, a do jego odrzucenia potrzeba w obu izbach większości dwóch trzecich — znacznie wyższej niż uzyskana. Realna moc wiążąca dokumentu pozostaje więc ograniczona, a jego głównym znaczeniem jest pokazanie skali sprzeciwu wobec nieograniczonej swobody prezydenta w kwestiach wojny i pokoju.
Samo przyłączenie się czworga republikanów do inicjatywy Demokratów potwierdza, że poparcie dla polityki Trumpa wobec Iranu nie jest w jego partii bezwarunkowe. Dla obserwatorów zza oceanu to także sygnał, że amerykańska debata o granicach władzy wykonawczej — szczególnie w obliczu ryzyka kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie — wchodzi w gorętszą fazę.



