Ostrzeżenia służb wywiadowczych wschodniej flanki NATO znów się zaostrzają — tym razem mowa wprost o możliwej prowokacji wymierzonej w Bałtykę lub Polskę.

Co podają służby

Jak relacjonuje Onet za brytyjskim „The Guardianem", łotewski wywiad ostrzegł, że Rosja wykazuje oznaki przygotowywania „prowokacji wojskowych" na obszarze państw bałtyckich lub Polski. Guardian powołuje się na ostrzeżenia dwóch państw NATO ze wschodniej flanki; z nazwy wymieniana jest Łotwa.

Kluczowe jest jednak zastrzeżenie samych analityków: nie chodzi o klasyczną agresję zbrojną. Jak podkreślają eksperci cytowani m.in. przez Irish Times, Rosja — związana wojną na Ukrainie — nie ma dziś zdolności do otwarcia drugiego frontu i odbudowa takich możliwości zajęłaby jej lata.

Hybryda zamiast czołgów

Scenariusz, który biorą pod uwagę służby, to działania hybrydowe: drony, ataki na infrastrukturę krytyczną, cyberuderzenia, sabotaż, instrumentalizacja migracji. Cel byłby polityczny, nie militarny — wysłanie Zachodowi sygnału, by ograniczył wsparcie dla Ukrainy. Analitycy ostrzegają, że groźniejsza od samego ataku bywa skłonność Kremla do błędnej kalkulacji.

Precedensy już istnieją: seria podpaleń przesyłek kurierskich w Europie czy incydenty z rosyjskimi dronami w przestrzeni powietrznej państw flanki. Kontrwywiady regionu od miesięcy notują wzmożoną aktywność rosyjskich siatek.

Tło: presja na Kreml

Ostrzeżenia padają w momencie rosnącej presji na Moskwę — m.in. wskutek ukraińskich uderzeń dalekiego zasięgu. Analitycy wskazują, że Kreml może szukać „eskalacji horyzontalnej": przeniesienia napięcia w inne miejsce, by odwrócić uwagę od własnych trudności. Polski premier Donald Tusk ostrzegał w tych dniach, że kraje graniczące z Rosją muszą liczyć się z „różnymi formami eskalacji w nadchodzących tygodniach i miesiącach".

Czego ostrzeżenie NIE mówi

Warto zachować powściągliwość. To ocena prawdopodobieństwa, a nie zapowiedź konkretnego ataku; tożsamość drugiego państwa NATO wskazanego przez Guardiana nie została ujawniona, a ramy czasowe są ogólne. Równie ważne jest to, na czym służby są zgodne: Rosja nie ma dziś zdolności do pełnoskalowej napaści na NATO. Zagrożeniem są działania hybrydowe — dotkliwe i destabilizujące, lecz obliczone na wywołanie napięcia, nie na otwartą wojnę. Dla Polski i regionu oznacza to przede wszystkim potrzebę czujności i odporności, nie paniki.