Wojna, którą Rosja prowadzi przeciw Ukrainie, coraz wyraźniej wraca na jej własne podwórko — i to w postaci pustych dystrybutorów. Ukraińska strategia uderzeń w rosyjski przemysł naftowy zaczyna boleśnie odbijać się na codziennym życiu Rosjan.
Drony zamiast wojsk
Ukraina od kilkunastu miesięcy realizuje strategię tzw. głębokich uderzeń (deep strikes) — atakuje dronami dalekiego zasięgu cele położone setki kilometrów od frontu, przede wszystkim rafinerie. Jak relacjonuje Onet za zachodnimi analitykami, znaczna część największych rosyjskich rafinerii została w ten sposób uszkodzona lub czasowo wyłączona z pracy. Kluczem jest rytm: kolejne fale ataków przychodzą, zanim Rosjanie zdążą naprawić wcześniejsze szkody, więc zdolności przerobu ropy spadają szybciej, niż udaje się je odbudować.
Reglamentacja od Krymu po Daleki Wschód
Skutki przestały być problemem lokalnym. Jak podaje The Moscow Times, kolejne rosyjskie regiony wprowadziły ograniczenia w sprzedaży benzyny i oleju napędowego dla klientów indywidualnych. Według zestawienia Wikipedii, opartego na rosyjskich i międzynarodowych doniesieniach, limity objęły kilkadziesiąt regionów — od Kaliningradu po Daleki Wschód.
Najtrudniejsza sytuacja panuje na okupowanym Krymie, gdzie wprowadzono limit kilkunastu–kilkudziesięciu litrów na osobę i system bonów. W rejonie Moskwy duże sieci stacji ustaliły własne pułapy zakupów na kierowcę. W mniejszych miejscowościach kierowcy potrafią stać w kolejkach po paliwo nawet po kilkadziesiąt minut.
Ceny w górę, budżet pod presją
Hurtowe ceny benzyny w Rosji wyraźnie wzrosły, bijąc historyczne rekordy. By powstrzymać przełożenie tych podwyżek na stacje i utrzymać spokój społeczny, rząd pompuje w sektor wielomiliardowe subsydia oraz sięga po narzędzia administracyjne — m.in. zakaz eksportu benzyny. To kosztowna gra: utrzymanie cen na stacjach „pod kontrolą” obciąża i tak napięty budżet federalny.
Słowa Kremla a rzeczywistość
Władze rosyjskie utrzymują, że ryzyko ogólnokrajowych niedoborów nie istnieje. Taką deklarację należy traktować jako komunikat polityczny, a nie obiektywną ocenę — trudno ją pogodzić z reglamentacją w dziesiątkach regionów, kolejkami i rekordowymi cenami hurtowymi.
Warto też zachować ostrożność wobec materiałów krążących w sieci: zarówno strona ukraińska, jak i rosyjska prowadzą intensywne działania informacyjne, a część nagrań „suchych dystrybutorów” czy płonących instalacji bywa trudna do niezależnej weryfikacji. Pewne pozostaje jednak to, co potwierdzają niezależne redakcje i agencje: rosyjski system paliwowy nie został złamany, ale jego zdolność do amortyzowania kolejnych ciosów wyraźnie się kurczy.



